Rybę uwielbiam w każdej postaci, ale ile można jeść fileciki, nudne filety w mące smażone na głębokim tłuszczu lub mrożone paluszki rybne? Mój narzeczony postanowił podjąć wyzwanie i ostatnio wrócił do domu z najlepszą rybą, którą można złapać w Polsce. Świeżo złowione okazy można zdobyć zimą i wczesną wiosną, od listopada do kwietnia, ale miętusy dostępne są w sklepach spożywczych i rybnych przez cały rok. Nie bez powodu mówią o nim "król polskich jezior".
Polacy jedzą mało ryb. Stanowczo za mało i jeśli już po nie sięgają, to są to najczęściej śledzie albo makrele. Ostatnio miałam okazję zrobić jedną z najlepszych polskich ryb na obiad. Czy ktoś lubi miętusa? Nie każdy się wypowie, bo to ryba, którą naprawdę niewiele osób zna. Miętus to jedyna słodkowodna ryba z rodziny dorszowatych, która występuje w polskich jeziorach. Jak smakowała? Nie będę oszukiwać - bosko.
Zawsze najpierw rybę wącham. Miętus, którego przywiózł mój narzeczony, pachniał słodko i przyjemnie. Mięso w dotyku było jędrne i zbite, na pewno była to dobrej jakości, świeża ryba. Za chwilę pokroiłam czosnek i cytrynę. Zrobiłam kilka nacięć w skórze ryby, natarłam ją solą, pieprzem ziołowym, odrobiną tymianku i do nacięć włożyłam plasterki czosnku. Do środka włożyłam cytrynę i ćwierć pęczka kopru. Reszta poszła tak łatwo, jak się tylko da. Piekarnik rozgrzałam do 200 stopni i włożyłam rybę na blaszce wyłożonej papierem. Przykryłam ją folią do pieczenia i piekłam 20 minut. Po tym czasie zdjęłam folię i piekłam jeszcze 10 minut. Tylko spójrzcie na tę różową skórkę i soczyste mięso.