Ogórki kiszone robi się zwykle na zapas, w dużych garnkach, baniakach, kamionkach. Układane ciasno z czosnkiem, chrzanem i baldachimem kopru, zalewane słoną wodą, stoją potem w chłodnej piwnicy i czekają na swój moment. Ale bywa tak, że zrobimy ich po prostu za dużo. Nie sposób ich zjeść, rozdać, a każda kolejna porcja robi się coraz bardziej miękka. Całe szczęście nie trzeba ich wyrzucać. Można je przetworzyć, zamknąć w słoikach lub wykorzystać w kuchni na wiele smacznych sposobów.
Jeśli ogórki przechowywane są w dużym naczyniu i z każdą chwilą robią się coraz bardziej sflaczałe, nie warto zwlekać. Najlepszym rozwiązaniem jest pasteryzacja. Wystarczy przełożyć warzywa do czystych słoików i dodać przyprawy, np. ziele angielskie, liście laurowe, kawałki chrzanu. Równolegle podgrzewamy kiszoną zalewę odlaną wcześniej z gara. Gdy zacznie się gotować, wlewamy gorący, ukiszony płyn. Zakręcamy i chowamy do spiżarni. Dzięki temu ogórki przetrwają w doskonałej formie przez kolejne miesiące, a ich smak będzie dojrzewał, nie psując się. Do zupy ogórkowej jak znalazł.
Ogórki kiszone to nie tylko idealna baza do zupy ogórkowej. Świetnie sprawdzają się także jako składnik pasty kanapkowej, wystarczy zblendować je z twarogiem, ugotowanym jajkiem lub fasolą, by uzyskać smaczne smarowidło. Można też dodać je do bigosu, leczo, gulaszu lub duszonych warzyw, bo ich kwasowość doskonale podbija smak. Coraz większą popularnością w mojej rodzinie cieszą się placki z kiszonymi ogórkami, podobne do ziemniaczanych, ale z charakterystycznym, wyrazistym smakiem. Pokrojone drobno można dorzucić do sałatki jarzynowej, burgera, wrapa albo... do farszu, robiąc pieczone pierogi.