Uwielbiam prawie wszystkie sałatki (choć owocowe nieco mniej) i nie muszę spodziewać się gości i robić żadnej imprezki, żeby jakąś sałateczkę sobie przyrządzić. Nie wiem, czy bardziej lubię lekkie z oliwą lub lżejszymi dressingami, czy sycące z majonezem lub innymi sosami, ale jedno jest pewne - uwielbiam eksperymentować i przełamywać kulinarne stereotypy. Ostatnio mi się nudziło, więc wybrałam się do sklepu po składniki na gulasz z żołądków. Jednak po drodze coś mnie tchnęło - a co by się stało, gdybym zamiast gulaszu zrobiła sałatkę? Mogło wyjść albo coś pysznego, albo totalna porażka. Byłam przygotowana na obie opcje, więc korzystając z okazji, że byłam sama w domu, zabrałam się szybko do pracy. Gdyby sałatka okazała się niesmaczna, wówczas nie byłoby wstydu przed bliskimi.
Oprócz żołądków kupiłam także duże, okazałe pieczarki, por i seler konserwowy. W lodówce miałam otwarty słoik swojskich kiszonych ogórków, w szafce kukurydza już od dłuższego czasu czekała na swój czas. Miałam też trochę szczypiorku i wiadomo - majonez. Zaczęłam oczywiście od żołądków. Uwielbiam je i jem naprawdę często, więc doskonale wiedziałam, że minie sporo czasu, zanim ugotują się do miękkości. Gdy żołądki się gotowały, zajęłam się pieczarkami. Oczyściłam je i pokroiłam w niewielką kostkę. Następnie usmażyłam na patelni. Zależało mi na tym, żeby się usmażyły, a nie udusiły, więc podczas smażenia nie mieszałam ich, tylko raz na jakiś czas ruszyłam patelnią. Posoliłam na koniec. Wyszły rumiane, jędrne i aromatyczne.
Seler i kukurydzę odsączyłam na sitku, ogórki posiekałam w drobną kostkę, znalazłam też dwa ząbki czosnku. Por posiekałam drobno i cierpliwie czekałam, aż żołądki się ugotują. Po ostudzeniu także pokroiłam je w kostkę (oczywiście wcześniej odkroiłam twardsze błonki). Wszystko wymieszałam w salaterce, doprawiłam solą, pieprzem i dołożyłam majonez. Powiem szczerze, że wyszła naprawdę pyszna i nie było mi wstyd zaserwować ją bliskim na kolację.
Składniki: