Na TikToku i Instagramie filmiki, które pokazują, jak sprawdzić autentyczność miodu, biją rekordy popularności. Nie inaczej jest na ogólnopolskich portalach, które rozgrzewają teksty z trikami na to, jak rozpoznać naturalny miód. Zachęcają, by spróbować potrzeć niewielką ilość miodu między palcami. Przekonują, że autentyczny miód wchłonie się w skórę, zaś sztuczny zostawi lepką powłokę cukrową. "Problem w tym, że większość z publikowanych metod nie ma nic wspólnego z nauką i jakimkolwiek doświadczeniem, o dowodzie na fałszowanie miodu nawet nie wspominając" - przestrzega Stowarzyszenie Polska Izba Miodu.
Te metody nie mają żadnej wartości diagnostycznej. Każdy rodzaj miodu zachowuje się inaczej. Różnie się rozpuszcza, różnie krystalizuje. To kwestia fizyki, nie "prawdziwości". Miód to złożony produkt biologiczny. Zawiera naturalne cukry, enzymy, pyłki, a jego skład zależy od pogody, roślin i regionu. Dlatego nie istnieje jeden "test prawdy"
- tłumaczy Przemysław Rujna, Sekretarz Generalny Polskiej Izby Miodu.
Eksperci postanowili więc obalić kilka najpopularniejszych mitów. Najpierw rozprawili się z tym, jakoby prawdziwy miód nie rozpuszczał się w wodzie. Nie jest to prawdą. "Każdy miód zawiera naturalne cukry i odrobinę wody. To normalne, że po kontakcie z wodą zaczyna się rozpuszczać" - czytamy. Ponadto warto pamiętać, że gdy miody są w temperaturze pokojowej, mają różną gęstość w zależności od rodzaju, np. lipowy będzie bardziej płynny, a rzepakowy - gęstszy. Wystarczy więc drobna różnica w temperaturze wody, a reakcja miodu będzie inna.
Drugim często powtarzanym mitem jest ten o podpalaniu miodu. Rzekomo da się to zrobić tylko z prawdziwym. Eksperci podkreślają, że to jeden z najbardziej absurdalnych przykładów. "Na to, czy coś się zapali, wpływa przede wszystkim wilgotność. Jeżeli miód zawiera więcej naturalnej wody (a większość zawiera), zapałka zwyczajnie się nie zapali. To nie znaczy, że produkt jest sfałszowany, bo miód z natury zawiera wodę!" - zaznaczają.
Między bajki można włożyć też metodę o ściekaniu idealną strużką i formowaniu charakterystycznej piramidki. Specjaliści wyjaśniają, że tu znów znaczenie mają gatunek miodu oraz temperatura. Przykładowo:
Eksperci zwrócili również uwagę na pewną półprawdę, która funkcjonuje w powszechnym przekonaniu i wymaga doprecyzowania - prawdziwy miód zawsze krystalizuje. "To półprawda, która wprowadza konsumentów w błąd. Owszem, większość naturalnych miodów z czasem się krystalizuje, ale tempo tego procesu zależy od rodzaju miodu" - czytamy.
Miód akacjowy może pozostać płynny przez wiele miesięcy, a miód rzepakowy zastyga w kilka tygodni. Krystalizacja to naturalne zjawisko fizyczne, wynik proporcji glukozy do fruktozy.
Przedstawiciel Polskiej Izby Miodu przekonuje, że nie należy polegać na testach z internetu. By wybrać dobry miód, należy:
A z etykiety zazwyczaj można wiele wyczytać. W 2024 roku weszły pierwsze zmiany, które wymogły na polskich producentach podawanie konkretnych krajów, z których pochodzą składniki użyte w mieszance miodu. Kiedyś na opakowaniach miodu wystarczyło podać tylko ogólne informacje, takie jak "mieszanka miodów pochodzących z UE i niepochodzących z UE" lub "mieszanka miodów niepochodzących z UE". Kupujący nie wiedzieli jednak, o których krajach mowa. Zmieniło się to w kwietniu 2024 roku po rozporządzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju. Wówczas w Polsce zaczęły obowiązywać nowe przepisy. Od tamtej pory polscy producenci są zobowiązani do wskazania na etykiecie wszystkich krajów, z których pochodziły składniki użyte w mieszance miodu. Na tym jednak nie koniec zmian.
W marcu tego roku pisaliśmy, że Stowarzyszenie Polska Izba Miodu poinformowało o kolejnych wymogach, które zaczną obowiązywać od czerwca przyszłego roku. Oznaczenia ulegną kolejnym modyfikacjom i tym razem obejmą całą Unię Europejską.
"Po nadchodzącej zmianie wprowadzonej przez UE (od 14 czerwca 2026 r.) na etykiecie będzie trzeba podać każdy kraj, z którego pochodzi miód w mieszance, w kolejności malejącej według udziału wagowego. Np. miód pochodzący z: Ukrainy (40 proc.), Hiszpanii (30 proc.), Polski (30 proc.). I to obejmie już wszystkich, nie, jak do tej pory, tylko polskich producentów" - tłumaczy Przemysław Rujna z Polskiej Izby Miodu.