Placki ziemniaczane nie pytają, placki ziemniaczane rozumieją. Chyba każdy wie mniej więcej, jak je zrobić, bo to w zasadzie tylko starte ziemniaki, jajko, cebulka i trochę mąki, żeby związała masę. Jednak w sieci krąży cała masa nowych przepisów i zmieniających życie trików kuchennych. Jeden z takich właśnie patentów wpadł mi w ręce jakiś czas temu. Zwykle sceptycznie podchodzę do takich nowości, zwłaszcza kiedy dotyczą rzeczy doskonale mi znanych, ale postanowiłam wypróbować zupełnie nowy sposób na placki ziemniaczane. Poszłam więc do warzywniaka i wyjęłam z czeluści pawlacza nowy, mało jeszcze używany blender.
Jeśli myślisz, że do zrobienia dobrych placków ziemniaczanych potrzebna jest tarka, to... masz rację, ale nie jest ona niezbędna. Nie zliczę, ile razy pocięłam sobie palce przy mechanicznym ścieraniu ziemniaków czwartą stroną tarki i jak bardzo bolały mnie ręce, kiedy kończyłam to robić. Na szczęście dobre placki nie muszą powstawać w bólach i niech za dowód posłuży przepis na placki z blendera. Tak, wystarczy zblendować ziemniaki blenderem o dużej mocy i voila! Ale nie uprzedzajmy faktów. Musiałam jednak dopilnować kilku rzeczy, żeby wyszły naprawdę dobre, a przydała mi się do tego ściereczka i trochę sody. Po cóż ta soda?
Zacznijmy jednak od początku. Kupiłam ok. 1,5 kg ziemniaków o większej zawartości skrobi, bo takich zawsze używałam do placków ziemniaczanych. Skrobia sprawia, że placki są delikatniejsze w środku, a masa jest bardziej zwarta i gęsta. W domu miałam niewielką cebulkę, jajka oraz sodę, więc śmiało mogłam zabierać się do pracy.
Ziemniaki obrałam, opłukałam i pokroiłam na mniejsze kawałki, żeby blender łatwiej sobie z nimi poradził. Następnie zaczęłam je blendować. Przerobienie ich na gęstą, ziemniaczaną, jednolitą papkę zajęło mi jakieś 5 minut, czyli pięć razy mniej, niż gdybym miała ścierać je na tarce. Następnie przyszedł czas na odciskanie. Ziemniaki dokładnie odcisnęłam z nadmiaru płynu za pomocą ściereczki. Ja lubię, kiedy masa na placki ziemniaczane jest gęsta i nie rozlewa się na patelni, więc odciskanie było kluczowe. Do startych ziemniaków dodałam posiekaną cebulkę, wbiłam jajko, dodałam dwie łyżki mąki (idealne na tę ilość ziemniaków) oraz łyżeczkę sody, by placki nie ściemniały. Oczywiście doprawiłam solą i ponownie wszystko zblendowałam.
Patelnię mam jaką mam, czyli niestety już nieco wysłużoną, ale wciąż działającą (niestety z jednej strony mocniej przypieka, ale można z tym żyć). Wlałam na nią dość dużo tłuszczu - pokrywał całe dno cienką taflą. Porządnie go rozgrzałam i zaczęłam smażyć. Łyżką nakładałam ciasto na placki i z racji tego, że było dość gęste, spłaszczałam je łyżką i nadawałam mniej lub bardziej regularny kształt. Dałam plackom czas - smażyły się na umiarkowanej mocy palnika po jakieś 3 minuty z każdej strony. Usmażone placki położyłam na ręczniku papierowym, by odsączyć z nich nadmiar tłuszczu. Podałam z duszonymi żeberkami, bo akurat taki obiad został mi z poprzedniego dnia. Było naprawdę przepysznie, a z pomocą blendera wykonanie placków ziemniaczanych skróciło się do pół godziny.
Przygotuj: