"W tym roku możemy - a nawet powinniśmy - odpuścić sobie przygotowania do świąt. Przynajmniej na polu kuchennym"

Kolacja wigilijna i dwa uroczyste obiady w święta Bożego Narodzenia - to co najmniej trzy wielkie posiłki do przyrządzenia. Mnóstwo pracy. W tym roku restauracje - często walczące o przetrwanie i prawie zamknięte - szczególnie namawiają, żebyśmy tę pracę w kuchni przerzucili na nich. W końcu to profesjonaliści. A my możemy przy okazji odpoczywania uratować miejsca pracy.

Francuzi są dumni z szampana, Brytyjczycy chwalą się cheddarem, a Włosi szynką parmeńską. Polacy nie są gorsi! Pełno u nas wyjątkowych przysmaków, którymi może zachwycać się cała Europa. Mapa Smaków Polski to nowy cykl artykułów, w których będziemy pokazywać wam wyjątkowe produkty wyrabiane u nas oraz ludzi, którzy zajmują się ich wytwarzaniem. Zapraszamy do stołu w co drugą sobotę o godzinie 19 na Gazeta.pl. Smacznego!*

*Dzisiejszy odcinek Mapy Smaków Polski jest wyjątkowy - w trochę innej formie i trochę wcześniej niż zwykle. Dlaczego? Czytajcie dalej.

- W tym roku spokojnie możemy, a nawet powinniśmy, odpuścić sobie przygotowania do świąt. Przynajmniej na polu kuchennym - mówi Bożena Kowalkowska, która zawodowo pomaga ludziom odzyskać czas. - Wiele restauracji przygotowało świetne oferty świąteczne, a często od tego, czy kupimy od nich jedzenie, zależy ich dalsze funkcjonowanie, pensje pracowników, ich spokój ducha. Odpuśćmy więc sobie w tym roku pracochłonne gotowanie, odpocznijmy po trudach ostatnich miesięcy i zamówmy przynajmniej część potraw w zaprzyjaźnionej knajpce - dodaje Bożena. Redakcyjnie absolutnie to popieramy! Rezygnując w tym roku z przygotowania choćby jednej potrawy i kupując ją w restauracji gotową do odgrzania, wspieramy restauratorów, którym jest w pandemii naprawdę ciężko.

Źle się dzieje w gastronomii. IGGP: Masowe zwolnienia i bankructwa. Funkcjonuje jedynie 15 proc. lokaliGastronomia - obostrzenia prowadzą do bankructw i zwolnień

Jak zamówić, jak wybrać jedzenie na święta? Od kogo kupić? Jest parę kluczy, którymi warto się kierować

Po pierwsze: lokalność - i to jak najbliższa. Oczywiście, jeśli macie ochotę na jakiś specjał z daleka, na przykład z ulubionej knajpki rybnej znad morza, nie zabraniamy. Jednak rozejrzyjcie się najpierw, czy wsparcia nie potrzebuje jadłodajnia sąsiada, restauracja kolegi lub wasz osiedlowy lokalik, do którego chadzaliście latem albo ten, który nie raz ratował was, kiedy w lodówce było tylko światło. Zajrzyjcie do niego na spacerze lub odwiedźcie jego stronę - nawet jeśli to pizzeria, jest szansa, że mają ofertę wigilijną, bo kucharz, który umie zrobić pizzę, raczej potrafi też przyrządzić barszcz, rybę czy pierogi. Ten klucz lokalności sprawdzi się w małych miastach i miasteczkach, ale pomocy potrzebują też osiedlowe knajpki z Warszawy, Krakowa czy Katowic. Swoje wigilijne dania przygotowała na przykład warszawska Regeneracja z Mokotowa, a restauracje z Warmii i Mazur, znad morza czy Zakopanego znajdziecie na stronie Polskie Skarby. Dalej wymieniam jeszcze trochę moich ulubionych miejsc - większość właśnie ze stolicy i Krakowa, bo tu najczęściej przyszło mi jadać. 

Po drugie: ulubione. Macie ukochane restauracje, do których chodziliście przed pandemią? Gdzie zawsze zamawialiście "to samo"? Może się jeszcze nie zorientowaliście, ale one was teraz potrzebują. Warto do nich podejść, napisać, zadzwonić i sprawdzić, co mają w ofercie na święta, a przy okazji może zbić żółwika, wyprodukować dobre słowo otuchy, pokazać, że są ważni. I co istotne w przypadku WSZYSTKICH PUNKTÓW - zrobić to już! - większość restauracji zbiera zamówienia do 18 grudnia. Nie czekajcie do Wigilii ani do ostatniego dnia przed nią. Tylko w ten sposób macie gwarancję, że wasze jedzenie będzie przygotowane, a restauracja - że dobrze obliczy zamówienie dostawy i zrobi zakupy, które wystarczą dla wszystkich i nie straci. Jeśli możecie, zostawcie napiwek - czasy są trudne, a kelnerzy to teraz często dostawcy. W Warszawie w kategorii "ulubione" znajdzie się pewnie kultowa cukiernia Misianka, o której losach już pisaliśmy - ale to ją uratowały właśnie zamówienia na święta.

Warszawiacy ratują gastro. Warszawiacy ratują gastro. "Chodzę tam co dwa dni i z kolejki pracuję zdalnie"

Ileś osób poleciło mi już swoje ukochane miejsca krakowskie, takie jak Ranny Ptaszek czy Hummus Ammamusi - kupując w nich, wiedzą, że je uratują. Ja poszłabym w ciemno w ofertę Między Nami Cafe - z miłości i przez lata budowanego zaufania. No i z ciekawości, jak smakują śledzie z mango!

Po trzecie: tradycja (kontra jej złamanie - ale o tym w następnym punkcie). Jeśli jej hołdujecie, znajdźcie miejsca, które gotują "po polsku", znają się na tym i nie zepsują barszczu czy uszek. Andrzej Polan i Polana Smaków przygotowali między innymi rolmopsy, studzieninę i całe pieczone gęsi. Bibenda ma w ofercie tradycyjne rzeczy, ale i dynię hasselback z palonym masłem. Katia Roman-Trzaska w Little Chef  robi wszystko tak jak trzeba. Sabina Francuz aka Głodne kawałki (a obecnie PunktG Kraków Dębniki) ma w ofercie pierogi na każdą okazję. No a odpicowany nowy Czytelnik to - wiadomo - klasa sama w sobie i do tego legendarny smak jeszcze po Iwaszkiewiczach.

Restauracje mają bogate oferty świąteczne. W tym roku odpocznimy i dajmy im odrobić stratyRestauracje mają bogate oferty świąteczne. W tym roku odpocznimy i dajmy im odrobić straty fot. gpointstudio / shutterstock.com

Po czwarte: bądźcie ciekawi. Ponieważ w tym roku spędzacie czas tylko z najbliższymi (albo macie perfekcyjną wymówkę, żeby to zrobić i wykręcić się z wymuszonych życzeń przy opłatku, całusków od cioć lub nielubianych śledzi), możecie na Wigilię zjeść, co wam się żywnie podoba. Oczywiście pod warunkiem, że to wcześniej zamówicie i sprawdzicie, że knajpka, którą wybraliście (na przykład kambodżańska), dowiezie wszystko na czas. Podejrzewam, że ci, którzy marzą po prostu o wieczorze z pizzą i filmami też muszą wcześniej się zabezpieczyć i sprawdzić, kto dowozi. Wiem też o planach niektórych znajomych (a raczej ich dzieci), że na Wigilię będzie ryba, ale taka w sushi. Szanuję. Sama oprócz barszczu z uszkami mało którą z potraw wigilijnych kocham tak bardzo, że nie zamieniłabym jej na przykład na laksę z tofu.

Po piąte (i wiem, że tego nie muszę nikomu przypominać): zgodnie z dietą. Jeśli kochacie mięso i chcecie pomyśleć o menu nie tylko na Wigilię, lecz także na następne dni, to na przykład u niegdysiejszego piewcy mięsa, a teraz również autora wegetariańskich kebabów, Aleksandra Barona w Baron Family można zamówić nie tylko barszcz czy pierogi, lecz także świetny zestaw mięs i dodatków do nich od Barona/Nowickiego.

Jednocześnie gigantyczną ofertę mają do wyboru nie tylko wegetarianie czy pesca-lakto-wegetarianie, lecz przede wszystkim weganie. Kiedy zapytałam o opcje świąteczne w moich mediach społecznościowych, większość propozycji była właśnie wegańska. Świetną ofertę ma Marta Wajda z Gado Catering, swoje święta robi oczywiście Malka Kafka z Tel Aviv Food & Wine, Vars i Sawa w Nowym Teatrze, Veganic, Tahina Wilcza. A Sabih robi pierogi z humusem dyniowym!

Po szóste: zaszalejcie. Jeśli pandemia nie trzepnęła was po kieszeni, to może chcecie spróbować czegoś obłędnie pysznego? Restauracja Elixir i Oberża pod Czerwonym Wieprzem uruchomiły właśnie delikatesy online, w których nawet "tradycyjna polska sałatka jarzynowa" (mogłabym napisać z niej doktorat, bo w Hiszpanii mówią na nią rosyjska, w Rosji - francuska, a w Korei dodają do niej po prostu paluszki krabowe... fenomen!) występuje doprawiona białą truflą. Są też i inne delikatesy. Ci, którzy naprawdę nie muszą oszczędzać, mogą też wynająć sobie prywatnego szefa kuchni, który ugotuje całą kolację, na przykład superfajnego Łukasza Konika.

Po kolejne: namawiamy was oczywiście do zamawiania ciast z ulubionej cukierni, a pasztetu z ulubionego sklepu. Pamiętajcie jednak o restauratorach - to im teraz jest najciężej.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt zamawiania jedzenia na święta. W tym roku, wedle zaleceń, mamy spędzać je w niewielkim gronie, jest więc szansa, że - zamawiając konkretne porcje jedzenia dla konkretnej liczby osób - unikniemy marnowania. Nie będzie sześciu garnców barszczu nagotowanych jak dla wojska przez wujenki i stryjenki, słoików śledzi, na które po świętach już nikt patrzeć nie może (no bo ileż można jeść śledzie?), niezliczonych pieczeni i dodatków. Jest szansa, że w te święta nie zmarnujemy 2-3 razy więcej jedzenia niż na co dzień - bo tak właśnie robimy w Boże Narodzenie.

***

Poprzednie odcinki naszego cyklu "Mapa Smaków Polski" znajdziecie tutaj>>