Drożyzna dopadła warzywniaki. "Za 50 zł mam kilka warzyw i owoców w torbie"

Inflacja i wszechobecne podwyżki cen dają się we znaki większości Polaków. Na zakupy zabieramy listy i z większą uwagą umieszczamy kolejne produkty w koszykach. Zmiany dostrzegalne są też w lokalnych warzywniakach i na bazarkach. "Staram się nie zabierać na zakupy dzieci, żeby nie tłumaczyć im, dlaczego dziś nie kupię i czereśni, i truskawek. Coraz częściej muszę po prostu czegoś sobie i im odmawiać" - mówi nam jedna z klientek osiedlowego sklepu w Gdańsku.

Więcej ważnych wiadomości z Polski znajdziesz na naszej stronie głównej Gazeta.pl.

Główny Urząd Statystyczny potwierdził w ubiegłym tygodniu pesymistyczne prognozy - "ceny dóbr i usług w maju były średnio o 13,9 proc. wyższe niż rok wcześniej", a to oznacza, że inflacja w Polsce jest najwyższa od 24 lat. Drożeje niemal wszystko: opał, gaz, usługi, ale też artykuły spożywcze, w tym warzywa i owoce. W rok ich ceny podniosły się odpowiednio o 9 i 4,4 proc. 

Zajrzeliśmy do gdańskich warzywniaków i bazarków, aby sprawdzić, jakie nastroje panują wśród kupujących i sprzedawców. "Za 50 zł mam kilka warzyw i owoców w torbie" - przyznaje jeden z klientów. 

Ekskluzywne szparagi i czereśnie

Choć ceny w Gdańsku nie różnią się diametralnie od tych, które znamy z zeszłego roku, tanio zdecydowanie nie jest. I tak:

  • pęczek szparagów kosztuje 14 zł,
  • fasolka szparagowa zielona 24 zł/kg,
  • kalarepa 3,50 zł/szt,
  • natka pietruszki 3,50 zł/szt,
  • sałata 4,50 zł/szt,
  • truskawki 10 zł/kg,
  • czereśnie 19,90 zł/kg,
  • pomidory 10,50 zł/kg,
  • borówki 40 zł/kg.

Co kupujemy najczęściej? - Zdecydowanie truskawki. Odkąd ich ceny spadły, klienci bardzo często decydują się na zakup całej łubianki - przyznaje właściciel jednego ze straganów na gdańskim Przymorzu. Dużą popularnością nie cieszą się już czereśnie, choć ich ceny także zdecydowanie spadły w porównaniu do majowych. Za kilogram tych owoców trzeba zapłacić aktualnie około 20 zł. 

Na zakupy bez dzieci

Gorzkie spostrzeżenia na temat rosnących cen ma pani Ola, mama dwójki dzieci, która w środę robiła zakupy w osiedlowym warzywniaku. - Drożeje wszystko, bardzo to odczuwamy. Niedawno w Gdańsku podniesione zostały ceny biletów autobusowych, więcej płacę też za benzynę, bo do pracy dojeżdżam samochodem. (...) Na bazarku kupuję tylko podstawowe produkty na obiad: ziemniaki, pomidory, czasem truskawki na deser. Ale staram się już nie zabierać na zakupy dzieci, żeby nie tłumaczyć im, dlaczego dziś nie kupię i czereśni, i truskawek. Coraz częściej muszę po prostu czegoś sobie i im odmawiać - przyznaje.

Trudną sytuację potęgują rosnące raty kredytów. Pani Oli i jej mężowi, wzrosła niemal dwukrotnie. - Na razie nie ma jeszcze tragedii, w razie kłopotów korzystamy po prostu z oszczędności. Ale one szybko topnieją i zastanawiam się, co będzie za kilka miesięcy. Dlatego czereśnie czy borówki są chwilowo zachcianką, na którą szkoda nam pieniędzy - dodaje. 

Największe wzrosty cen dopiero przed nami?

Choć wydawać by się mogło, że wzrosty cen rzędu 9 proc. (za warzywa) i 4,4 proc. (za owoce) rocznie nie są jeszcze przytłaczające, ekonomiści nie mają optymistycznych wizji na najbliższą przyszłość. 

– Jeżeli chodzi o koszty produkcji owoców i warzyw, to nie mam dobrych wiadomości. Zarówno ceny nawozów, jak i środków ochrony roślin poszły bardzo mocno w górę, jednocześnie koszty pracy również się silnie zwiększyły – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Jakub Olipra, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Jak przekonywał specjalista, zarówno produkcja warzywa, jak i owoców, bardzo silnie zależy od rynku pracowników, co mocno wpływa na ostateczne ceny. - Ktoś te owoce i warzywa musi zebrać. A wielu pracowników z Ukrainy wyjechało do swojego kraju, w konsekwencji brakuje pracowników w sektorze owocowo-warzywnym - tłumaczył dr Olipra. 

Podobnego zdania jest Adrian Piwko, założyciel internetowego targu naturalnego jedzenia Pora na Pola. Jak stwierdził w podcaście "DGPtalk: Obiektywnie o biznesie", największe podwyżki są jeszcze przed nami i zobaczymy je dopiero jesienią.  

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.