Tańsze święta? Katarzyna Bosacka ma kilka wskazówek. Zdradza nam też patent na idealną sałatkę jarzynową

Przygotowania do tegorocznych świąt mijają pod znakiem wysokiej inflacji i wzrostu cen. Czy da się zrobić coś, żeby choć trochę zaoszczędzić? - Jestem przeogromną przeciwniczką "niedasizmu". Rozkładamy ręce i mówimy: nie da się. Pewnie, że się da! - zapewnia w rozmowie z Haps.pl Katarzyna Bosacka i wymienia kilka wskazówek na to, jak poradzić sobie z drożyzną. Zdradza nam też sekret idealnego barszczu czerwonego i podpowiada, co zrobić, gdy ciocia znów przyniosła za dużo sałatki jarzynowej.

Aleksandra Wiśniewska, Haps.pl: Czy święta w tym roku da się zrobić taniej? Da się zaoszczędzić na przygotowaniach?

Katarzyna Bosacka: Jestem przeogromną przeciwniczką "niedasizmu", który jest naszą narodową cechą. Rozkładamy ręce i mówimy: nie da się. Pewnie, że się da! Po pierwsze możemy się trochę podzielić. Nikt nie jest w stanie sam zrobić 12 potraw dla całej rodziny. Pozwólmy babci upiec jej ulubione ciasto. A jeśli ktoś nie potrafi gotować, niech zrobi sałatkę jarzynową lub przyniesie pierogi z małej, sprawdzonej manufaktury. W moim domu zawsze się dzieliliśmy. Brat mojego męża robi najlepszego karpia na świecie. Przywozi go co roku i już nawet nie trzeba mu o tym mówić. Siostra męża z kolei robi świetne wypieki, np. tort orzechowy na prawdziwym spirytusie. Ja robię makowce, jesteśmy też mistrzami pierogów - do jednych do ciasta dodaję mak, a drugie robię zielone ruskie, dla dzieci. Wtedy budżet od razu bardziej się spina.

Po drugie możemy święta bardzo dokładnie zaplanować. Nie róbmy 30 potraw. Niech będzie mniej, a lepiej – nie wiem, dlaczego mamy taką skłonność do przesady i widzę to zarówno w domu mojej mamy, jak i u siebie. Odpuśćmy kolejne ciasto, jedno naprawdę wystarczy.

Weźmy też pod uwagę, że tegoroczne święta wypadają w weekend i wolny mamy tak naprawdę tylko jeden dzień - poniedziałek. Będzie więc trochę mniej przesiadywania przy stole, a więc i jedzenia powinno być mniej.

Warto również wcześniej zacząć przygotowania. Bardzo nie lubię chodzić do sklepu na ostatnią chwilę. Jest wtedy mnóstwo ludzi, często brakuje niektórych produktów. A już zwłaszcza nie polecam kupowania prezentów tuż przed świętami, bo wtedy bierze się po prostu to, co zostało. Ja wiele rzeczy kupuję przez internet, nawet już we wrześniu czy w październiku, bo rodzinę mam bardzo liczną, i wsłuchuję się w to, co mówi. Gdy córka powiedziała, że chciałaby zapisać się na kurs szycia, pomyślałam, że może fajnym prezentem na początek byłaby encyklopedia projektantów modowych?

Więcej świątecznych tematów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Trzeba zatem uważnie słuchać tego, co bliscy mówią nam przez cały rok i robić notatki.

Tak, dokładnie. Ja sobie wszystko zapisuję, niczym tajny agent, a potem te rzeczy pojawiają się pod choinką.

Wcześniejsze planowanie dotyczy też w równym stopniu zakupów spożywczych. Zanim pójdziemy do sklepu, zejdźmy do piwnicy i zobaczmy, ile mamy grzybków w occie, o których zapomnieliśmy, ile jest maku z zeszłego roku, który możemy wykorzystać, jeśli nie ma w nim moli spożywczych i wszystko jest z nim ok. Sprawdźmy, ile mamy przyprawy piernikowej, której używamy raz do roku, i śliwek wędzonych. Może będą lekko suche, ale jeśli nie zapleśniały, to można je namoczyć w wodzie i odzyskać. Zajrzyjmy do zamrażarek, spiżarni, do wszystkich miejsc, do których nigdy nie zaglądaliśmy. Wtedy kupimy mniej.

Na zakupy wyślijmy kogoś, kto trzyma żelazną dyscyplinę. U nas taką osobą jest mój mąż. On idzie do sklepu i kupuje tylko to, co jest na liście, a jak czegoś nie ma, dzwoni i pyta, co wziąć w zamian. Nie kupujmy też słodyczy dla dzieci, bo po pierwsze i tak upieczemy ciasta, a po drugie często babcie czy ciocie dają maluchom słodkości w prezencie.

Mimo wszystko po świętach i tak zwykle zostaje sporo jedzenia. Jak mądrze wykorzystać resztki, żeby nie musiały lądować w koszu?

Oczywistością jest, że nie powinniśmy tego jedzenia wyrzucać. Są na przykład jadłodzielnie, chociaż wiem, że nie wszędzie. Może warto podzielić się więc z sąsiadką czy sąsiadem, którzy są w gorszej sytuacji finansowej? Resztki możemy również zamrozić, poza sałatką jarzynową, która jest z majonezem i przez to nie nadaje się do mrożenia.

Przede wszystkim jednak namawiam do przerabiania. Na stronie, na której można kupić moją najnowszą książkę, dostępny jest również darmowy ebook "Złote, a skromne. Boże Narodzenie", w którym znalazło się kilkanaście przepisów na wykorzystanie resztek ze świąt, np. buraków z zakwasu albo z barszczu, z których można zrobić cudowne buraki piernikowe. Wystarczy zetrzeć je na tarce, dodać przyprawę do piernika, lekko podsmażyć na patelni i podać następnego dania jako jarzynkę do kaczki, gęsi czy wieprzowiny.

Możemy też zrobić grzanki z burakami i z kozim serem, możemy przygotować tartę: ścieramy buraki na tarce, dodajemy jajka, trochę śmietanki kremówki, plastry koziego sera i nawet nie trzeba robić do tego spodu, tylko wlać do formy na tartę. Możliwości jest bardzo dużo. Największy kłopot sprawia chyba sałatka jarzynowa.

Której zawsze jest za dużo.

Tak, bo ciocia Krystyna, mimo że miała jej nie robić, to jednak przyniosła całą miskę. Moja mama miała jednak zawsze świetne pomysły. Pamiętam, że zamykała w słoiku część pokrojonych warzyw, które jeszcze nie były wymieszane z majonezem i robiła sałatkę na świeżo. Część więc doprawiała i dodawała majonez, a część czekała na swoją kolej – nawet trzy czy cztery dni.

Z sałatki jarzynowej można też zrobić kilka innych rzeczy. Pierwszy pomysł nie jest mój, podpatrzyłam go u Sylwii Majcher, która popularyzuje podejście zero waste. Ona proponuje, żeby z sałatki zrobić zupę krem. Jest bardzo dobrze doprawiona i świetnie wychodzi.

Ja natomiast wymyśliłam, żeby zrobić tartę na czerstwym chlebie. Kroimy go na kawałki, namaczamy w mleku lub w wodzie, odcedzamy na sicie i wbijamy jajko. Mieszamy i wykładamy taką masą formę na tartę lub inną blaszkę. Podpiekamy 15-20 minut i potem możemy zrobić z tego albo pizzę, albo wyłożyć na spód właśnie sałatkę jarzynową, której wierzch posypujemy startym żółtym serem, wszystko zapiekamy i mamy gotowy kolejny nietypowy sposób na wykorzystanie resztek ze świąt.

A inne potrawy?

Czasem zostaje nam też ryba po grecku. Co wtedy zrobić? Bardzo delikatnie zdejmujemy z niej warzywa, w których jest mnóstwo smaku, i wkładamy do garnka. Rybę przekładamy do innego naczynia, a warzywa zalewamy wodą, dodajemy mleczko kokosowe i blendujemy na gładki krem. Potem przyprawiamy pastą curry, limonką, odrobiną cukru, możemy dodać też liście kaffiru, trawę cytrynową, świeży imbir i robimy zupę rybną po tajsku. Kawałków ryby nie wrzucamy jednak do środka, tylko podgrzewamy w piekarniku lub mikrofalówce i układamy na wierzchu.

Często nie wiemy też, co zrobić z białkami, jeśli w przepisie do wykorzystania były same żółtka. One zawsze zostają i wszyscy by tylko bezy z nich robili... A jest taki włoski sposób na proste ciasteczka z białek z dodatkiem cukru i zmielonych migdałów.

Możliwości są nieograniczone.

Tak i choć wielu z nas jest zwolennikami "niedasizmu", to jednocześnie jesteśmy bardzo twórczy. Wystarczy znać dobre przepisy, wpaść na dobry pomysł i wcale to nie musi być drogie. W ebooku jest też przepis na sernik, którego nauczyła mnie moja koleżanka z Ukrainy. Robi się go z pół kilograma startej marchewki, pół kilograma tłustego twarogu, cukru i trzech jajek. Dodaje się cynamon i wychodzi pyszny, wilgotny sernik na święta. Nie trzeba wcale zużywać 12 jajek i dwóch kilogramów twarogu.

A z czego można zrezygnować i zastąpić tańszymi, ale wcale nie gorszymi zamiennikami?

Od ryb nie do końca da się uciec, ale na pewno możemy przyrządzić ich mniej, zwłaszcza że ceny w tym roku są bardzo wysokie. Możemy je też wymieszać lub podać w nieco innej formie – np. 100 gramów łososia w kawałku to porcja dla maksymalnie czterech osób, ale gdy zrobimy z niego mus, to starczy już dla 10.

Nie bójmy się też śledzia. Jest dość tani, łatwo dostępny i bardzo zdrowy. Ma dużo kwasów omega-3 oraz jodu. Nie musimy kupować soli czy dorady. Na Wigilię naprawdę można podać zwykłą pastę z makreli.

Starajmy się też w miarę możliwości przygotować te potrawy w domu. Catering czy kupowanie wszystkiego w niesprawdzonych miejscach może wynieść nas drożej i niekoniecznie lepiej, chociażby ze względu na podejrzany skład.

To samo dotyczy majonezu. Kiedy robimy go w domu, wiemy, co w nim jest i nie musimy się martwić.

Oczywiście. Wystarczy wyparzone i ostudzone do temperatury pokojowej jajko, które wbijamy do naczynia, dodajemy olej, do tego trochę musztardy, soli i blendujemy. Ważne, żeby nie podnosić blendera do góry, tylko trzymać przy dnie. I mamy majonez. Robi się go błyskawicznie.

Wspomniałaś, że masz dużą rodzinę. Masz jeszcze jakieś wskazówki dla tych, którzy na święta zapraszają wielu gości i zastanawiają się, co zrobić, by nie zbankrutować? Mam wrażenie, że w święta zawsze panuje u nas zasada zastaw się, a postaw się.

Wydaje mi się, że niezależnie od okoliczności wiele rodzin i tak "szarpnie się" na te święta, bo to, jak sama nazwa wskazuje, w końcu święta. I ja to rozumiem. Powinniśmy świętować, cieszyć się, śpiewać kolędy, chodzić do kościoła, jeśli ktoś praktykuje, spać do południa, pójść na spacer. A jeśli w dodatku jest jeszcze smacznie, to myślenie o tym, czy wydaliśmy pięć czy siedem złotych, nie ma znaczenia. Chyba że mamy ściśle określony budżet i nóż na gardle.

Można jednak spróbować zaoszczędzić na prezentach. Od wielu rodzin słyszałam, że w tym roku będą skromniejsze. Niektórzy stosują system mikołajkowy, czyli losują jedną osobę i tylko dla niej kupują prezent. Są rodziny, które ograniczyły budżet na prezenty do określonej kwoty na osobę. Są różne sposoby, wystarczy się po prostu komunikować.

Tyle mówimy o jedzeniu, że nie mogę nie zapytać. Bez której potrawy nie wyobrażasz sobie Bożego Narodzenia?

Jestem wielką fanką barszczu na prawdziwym zakwasie, kocham buraki. Gdybym była jakimś warzywem, to na pewno burakiem i jestem z tego dumna. Czerwone i fioletowe warzywa mają bardzo dużo antocyjanów [naturalne związki chemiczne pochodzenia roślinnego. Zalicza się je do tzw. flawonoidów. Cechują się wieloma prozdrowotnymi właściwościami, mają m.in. działanie przeciwnowotworowe - przyp. red.], przez co są bardzo zdrowe. U nas w domu zawsze są więc buraczki czy sok z buraków, które kupuję zamiast pomidorów, gdy skończą się już te gruntowe i zostają tylko ze szklarni.

Pamiętam też taką historię z czasów, gdy mieszkaliśmy w Stanach Zjednoczonych, gdzie mój mąż był korespondentem "Gazety Wyborczej", a ja wtedy pisałam do "Wysokich Obcasów". Zaprosiliśmy na Wigilię naszych sąsiadów, Amerykanów. Wśród nich była Marta, Brazylijka, żona jednego z nich. Zadzwoniła do mnie przed spotkaniem, żeby powiedzieć, że fatalnie się czuje i ma problemy żołądkowe. Powiedziałam jej: "Masz gorączkę? Jeśli nie, to przyjdź, zjesz barszcz i zobaczysz, że postawi cię na nogi". I przyszła, zjadła go, wzięła kilka dokładek, a potem jeszcze kieliszek wódki do śledzia z nami wypiła. Następnego dnia zadzwoniła i poprosiła o przepis.

Jaki jest w takim razie sekret idealnego barszczu? Mówiłaś o zakwasie, ale to pewnie nie wszystko.

Zakwas to rzeczywiście nie wszystko. Przede wszystkim musi być dobra baza warzywna. U mnie w domu robi się barszcz postny, ale wiem, że niektórzy gotują na mięsie. Ja robię tak, że gotuję warzywa do sałatki jarzynowej, dość krótko, dodaję też przyprawy, takie jak listek laurowy czy ziele angielskie. Wyciągam je i mam gotową podstawę pod barszcz. Da się go zrobić bardzo szybko, bo jeśli nie nastawiamy buraków na zakwas, to można kupić gotowy w butelce. Dolewamy go do bazy warzywnej, ja dodaję też trochę masła, które weganie mogą zastąpić olejem lnianym. Ważną kwestią jest dobre przyprawienie. Musi być zarówno kwaśny, jak i lekko słodki. Smak można zbalansować cukrem lub miodem. Ja dodaję też czosnek, dużo majeranku, cynamon oraz goździki i dużo pieprzu. Dzięki temu jest ostrzejszy i ma korzenny aromat.

Czyli barszcz. Coś jeszcze?

Musi być u nas też zupa grzybowa. Uwielbiamy zbierać grzyby i potrafimy to robić, a największym fanem grzybobrania jest mój dziewięcioletni syn. Bardzo lubię też śledzie - za to, że są takie nieoczywiste. Albo się je kocha, albo nienawidzi, ale jak już się kocha, to można je zrobić na biliony sposobów. To jest chyba najbardziej kreatywna rzecz w kuchni, z jaką się spotkałam. Widziałam już i korzenne, i po kaszubsku, i po żydowsku, i z rodzynkami, i w śmietanie, a także w mango czy w curry. Najlepszy przykład, że wyobraźnia ludzka nie zna granic.

Nagle się okazuje, że to bardzo wdzięczna ryba.

Tak i jak się ją pokocha, to naprawdę może sprawić dużo przyjemności. Najlepsze śledzie to jednak zwykłe solone z beczki. Po wyjęciu wystarczy je wymoczyć w mleku, żeby oddały trochę soli i wtedy są naprawdę bardzo pyszne.

W naszym domu muszą być też pierogi. Jest mistrzynią lepienia, nauczyłam się tego w Stanach.

Zobacz wideo Katarzyna Bosacka pokazuje swój przepis na pierogi. Jaki? "Najlepszy, bo szybki"

Umiesz zrobić taką ładną falbankę?

Wzorów jest mnóstwo, ja akurat robię szczypankę. Może być też płaskie słoneczko albo metoda widelcowa, z kolei moja babcia robiła warkoczyk, ale dla mnie to już za trudne. To miało sens, bo jak się zamknęło w ten sposób pieroga, to mocno się trzymał i farsz nie wypadał.

Babcie wiedzą najlepiej.

Taaak. Można zrobić też polskie ravioli. Metody są przeróżne. W każdym razie te pierogi są już legendarne. Od kilku lat spotykamy się z koleżankami z podstawówki - znamy się już 43 lata - na pierogi u Bosej. Mamy nawet specjalne fartuszki na tę okazję i lepimy wtedy około tysiąca pierogów, którymi później się dzielimy i dzięki temu myślimy o sobie w czasie Wigilii.

A sałatka jarzynowa? Królowa stołów, w każdym domu robi się ją inaczej, ludzie są nawet gotowi pokłócić się o to, czy powinno być w niej jabłko czy nie. Jak ty ją robisz?

Bazą są oczywiście warzywa korzeniowe. Do tego dużo jajek. Daję też jabłko oraz dużo ogórków kiszonych. W mojej sałatce jest też musztarda, żeby była lekko ostra, oczywiście majonez i tyle samo jogurtu naturalnego. Wszystko dobrze przyprawiam, ale kluczem do dobrego smaku mojej sałatki jest groszek. Nienawidzę groszku z puszki i go nie używam. Nie dość, że jest drogi, wymoczony, ma w sobie cukier, sól i różne zbędne dodatki, to jeszcze puszki są często wyściełane w środku plastikiem, z którego do jedzenia przenikają bisfenole. Co zatem robię? Zawsze mam w zamrażarce kilka paczek zamrożonego w sezonie groszku. Ma piękny kolor, nie ma żadnych dodatków, jest chrupiący. Gotuję go razem z warzywami na sałatkę przez około dwie minuty. Zupełnie inna jakość sałatki.

Tym, którzy lubią eksperymentować i bawić się w kuchni, polecam z kolei sałatkę z warzyw pieczonych. Pieczenie powoduje, że smak koncentruje się w warzywach i wtedy, gdy wystudzimy je i pokroimy, to sałatka ma bardzo charakterystyczny smak.

Jakie są jeszcze, poza kulinarnymi, tradycje świąteczne w twojej rodzinie?

Zawsze śpiewamy kolędy, nawet przez godzinę. Idziemy do kościoła, w końcu to Boże Narodzenie.

Bardzo lubimy też grać w gry planszowe. Jak tylko kończy się kolacja wigilijna, od razu wjeżdża Richesses du Monde. To taka francuska gra, którą wuj mojego męża przywiózł z Brukseli w 1979 lub 1980 roku. Jest trochę podobna do Monopoly, ale trzy razy bardziej skomplikowana. Dzieciaki łupią w tę grę przez kilka godzin. Więc oprócz prezentów i kolęd to też jest nasza tradycja. Gra jest już bardzo stara, sfatygowana, pobrudzona. W końcu ma ponad 40 lat i jest używana w każde święta.

W czasie gry podawane są desery, a w związku z tym, że jesteśmy rodziną warszawsko-poznańską, to muszą być między innymi makiełki, czyli kluski kładzione robione w domu. Kładzie się je na wodę, a potem miesza z masą makową, którą też robię sama. Chciałabym zapewnić wszystkich, że to nie jest trudne. W dzisiejszych czasach można w sklepach kupić mak dwukrotnie mielony, który jest nim w 100 procentach. Wystarczy go tylko zaparzyć w mleku czy w wodzie, dodać miód i bakalie, i mamy gotową masę.

Podajemy też czarny sernik babci Marysi. I nawet moje dzieci, które już jej nie pamiętają, są zawsze zadowolone i mówią: "O, jest sernik babci Marysi!". Dzięki temu ona nadal jest z nami.

Tradycją jest również to, że i nasze psy dostają prezenty. Chociaż rok temu jeden mocno przesadził i sam zrobił sobie prezent, bo zjadł nam połowę sernika. Zostawiłam dużą blachę, zawinęłam w torbę i postawiłam na tarasie. On przyszedł, przegryzł folię i połowę ciasta zjadł. Na szczęście nic mu nie było.

Masz jakieś ulubione przepisy last minute, które poleciłabyś spóźnialskim i zapominalskim?

Bardzo fajne są musy z ryb, o których już mówiłam, które można podać w zamrożonych łódeczkach z wydrążonych cytryn. Również ciastka z białek, o których też wspominałam. Jeśli ktoś ma problem ze zrobieniem pasztecików lub nie ma uszek, to może kupić gotowe ciasto francuskie, podsmażyć na patelni pieczarki. To ważne, żeby podsmażyć, a nie dusić, bo wiele osób popełnia ten błąd, że wrzuca wszystkie na raz, one puszczają wodę i nie smażą się, tylko duszą, trzeba to więc robić partiami – rozwinąć ciasto francuskie i nałożyć farsz. Można dołożyć trochę kapusty kiszonej. Potem kroimy ciasto w kwadraciki i po 10 minutach mamy gotowe paszteciki. Banał!

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.