Odmienił gotowanie w polskich domach. Mama Zosia ma go od 40 lat. "Na mięso nawet sąsiadka przychodzi"

Są takie sprzęty, które wspominamy z nostalgią. Choć w większości zostały zastąpione przez lepsze, bardziej wydajne i zaawansowane technicznie urządzenia, to nie brakuje takich, które są z nami do dziś. I to wcale nie jako głęboko schowana w szafie pamiątka. W wielu domach nadal się ich używa, a jednym z takich sprzętów z pewnością jest prodiż. Pamiętacie go?

Więcej ciekawostek znajdziecie na stronie głównej Gazeta.pl.

Odmienił gotowanie w polskich domach. Uznano go za genialny

Prodiż w PRL-u był jednym z najbardziej przydatnych sprzętów w kuchni. Lata jego świetności przypadły na czasy przed rozpowszechnieniem się piekarników elektrycznych. Trzeba było sobie jakoś radzić i prodiż doskonale sprawdzał się w swojej roli. Urządzenie składało się z aluminiowej misy z pokrywą (w większości modeli w pokrywie znajdował się też tzw. wizjer, przez który można było sprawdzić, jak wygląda przyrządzana w środku potrawa) zasilanej prądem lub (rzadziej) gazem. Można więc uznać, że prodiż był czymś w rodzaju niedużego, przenośnego piekarnika.

Różne źródła różnie wyjaśniają jego nazwę. Jedne twierdzą, że wynalazcą był Czechosłowak Oldrich Homut, a urządzenie powstawało w fabryce firmy REMOS, przez co w większości krajów mówiło się na nie remoska. Dlaczego u nas został ochrzczony inaczej? Ponieważ tak zachwycił gospodynie i gospodarzy, że nazwano go prodiżem - od francuskiego prodige, czyli coś genialnego, niezwykłego. Według innych źródeł na pomysł stworzenia prodiżu wpadł Austriak Friedrich Schindler. Do Polski urządzenie trafiło pod koniec lat 50. XX wieku.

Zobacz wideo Macie ochoty na klasyk z PRL-u? Zróbcie ciasteczka orzeszki z maszynki

Mama ma go od 40 lat. Mięso nadal najlepiej wychodzi z niego

Co można było zrobić w prodiżu? Praktycznie... wszystko. Najczęściej był używany do przyrządzania ciast oraz mięs, w tym również kurczaka w całości. Miłośnicy tego urządzenia twierdzą, że zrobione w nim mięso jest wyjątkowo soczyste. Potwierdzają to słowa mamy naszej redaktorki, która ma swój gadżet już od 40 lat, a robione w nim mięsne potrawy zachwala szczególnie.

Mam go od 40 lat i nadal używam. Mięso wychodzi tak dobre, że sąsiadka przychodzi spróbować.

Prodiż miał jednak oczywiście znacznie szersze zastosowanie. Nadawał się też do robienia pasztetów. Można było w nim przyrządzić również szaszłyki, gołąbki, babkę ziemniaczaną czy chleb. Trzeba było jednak uważać, by się nie poparzyć. Wśród wad takiego PRL-owskiego prodiża niekiedy wymieniano też to, że aluminium pod podgrzaniu może wydzielać szkodliwe substancje. Współcześnie również produkuje się tego typu urządzenia, powinny jednak spełniać wszelkie normy bezpieczeństwa wymagane do przygotowywania żywności.

Osoby, które kolekcjonują starocie, mogą nabyć przez internet taki PRL-owski prodiż. Trzeba jednak liczyć się z dużym wydatkiem. Takie staromodne gadżety cieszą się od lat dużym zainteresowaniem i niekiedy kosztują nawet więcej niż nowe przedmioty. W sieci można znaleźć oferty, w których prodiż sprzedawany jest za kilkaset złotych (ale są też tańsze opcje), a jeśli nie był używany, to jego cena może sięgnąć nawet 1000 zł. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.