Zamówiła pierogi podczas lotu. "Po herbacie za 20 zł myślałam, że nic mnie nie zdziwi"

Jedzenie serwowane na pokładzie samolotu najczęściej pozostawia wiele do życzenia zarówno pod względem smaku, jak i ceny. Nasza czytelniczka, wracając z podróży poślubnej, postanowiła spróbować i zamówiła podczas lotu pierogi. Wrażeniami podzieliła się w liście nadesłanym do redakcji.

Jakiś czas temu pisaliśmy o stewardzie Krisie Majorze, który w wywiadzie dla "The Sun" stwierdził, że niskie ciśnienie i suche powietrze sprawia, że jedzenie na pokładzie samolotu smakuje przeważnie inaczej, niż gdybyśmy na tę samą potrawę zdecydowali się na lądzie. Zazwyczaj w powietrzu mają one nieco łagodniejszy smak lub mogą wydawać się bardziej gorzkie. Nasza czytelniczka jest jednak innego zdania. Pierogi, które zamówiła, całkowicie ją zaskoczyły, choć cena również zostanie jej na długo w pamięci. 

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo Sylwia Bomba zdradza patent na długi lot. "Lećcie samolotem, który..."

"Nie sądziłam, że posiłek podczas lotu wyniesie tyle, co kolacja w barcelońskiej knajpie"

Pani Anna w nadesłanym liście opowiedziała nam, jakie zaskoczenie spotkało ją, po otworzeniu karty dań na pokładzie samolotu. - Wybraliśmy się z mężem w podróż poślubną do Hiszpanii. Z pewnością nie narzekam na dwutygodniową ucztę z paellą w roli głównej, ale w locie powrotnym już trochę tęskniliśmy za polskimi przysmakami. "Jedzenie w chmurach" jest jednak bardziej luksusowe, niż sądziłam - pisze czytelniczka.

- Po herbacie za 20 złotych myślałam, że nic mnie nie zdziwi. Wtedy zamówiłam pierogi z mięsem. Za 8 sztuk zapłaciłam 28 złotych. Muszę przyznać, że smak pozytywnie mnie zaskoczył. Danie zostało podane szybko i nawet nie przypominało podgrzanej gumy. Nie sądziłam mimo to, że łączny koszt za posiłek z napojami dla dwóch osób podczas lotu wyniesie niemal tyle, co kolacja w barcelońskiej knajpie - dodaje kobieta.

Niektórych dań po prostu nie da się opisać. Przekonał się o tym Kris Chari

Dla Krisa Chari, o którym pisaliśmy już na Haps.pl, na pewno nie tylko cena, ale i danie było zaskakujące, jednak nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mężczyzna podróżujący z indonezyjskiej Dżakarty do Tokio w Japonii nie spodziewał się raczej, że zamawiając wegańskie śniadanie, otrzyma... banana.

Myślałem, że to tylko rozczarowująca przystawka. Ostatecznie był to jednak cały posiłek

- tłumaczył mężczyzna. Choć pasażer potwierdził, że to jeden z najlepszych bananów, jakie jadł w życiu, to jednak trudno mówić w tym przypadku, że było to śniadanie. Wychodzi więc na to, że pierogi, które wybrała pani Anna za 28 złotych, nie były złym wyborem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.