"Złote łuki" na stoku narciarskim. McSki w sezonie pęka w szwach, a wysokie ceny nie są problemem

Zdaje się, że najskrytsze marzenia z dzieciństwa się spełniają, bo na szwedzkim stoku można zamówić ulubionego burgera i to... bez ściągania nart! Jest to możliwe w restauracji "pod złotymi łukami", czyli słynnym McDonald' Ski. Atrakcja do tanich nie należy, ale to wcale nie odstrasza fanów - w sezonie czasem nawet ciężko przebić się przez długą kolejkę.

Restauracja na stoku to niezła atrakcja, jak się okazuje dostępna nie tylko w alpejskich kurortach. W samym sercu ośrodka narciarskiego Lindvallen, położonego pośród ośnieżonych szczytów Szwecji, znajduje się wyjątkowa perełka - stacja narciarska McDonald's. Zamówić tu możemy ulubione pozycje z menu bez ściągania nart. 

Zobacz wideo Zamień bułkę na tortillę. Ten przepis na burgera podbija internet

"Złote łuki" na stoku narciarskim, czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym 

Odwiedzając kurort Lindvallen możemy liczyć na wiele atrakcji i pięknych widoków, jednak jeden szczegół znacznie się wyróżnia. Patrząc na ośnieżone trasy, można łatwo dostrzec święcące z daleka "złote łuki", czyli restaurację McDonald' Ski. Tu, zamiast popularnego McDrive klienci mogą podjechać do okienka na nartach i odebrać swoje gorące zamówienie. Oferta nie odbiega od tej, która dostępna jest w innych, przydrożnych lokalach wyróżniają się za to ceny. 

Ten McDonald's to nie tylko przystanek podczas jazdy. To miejsce spotkań, gdzie niemal zawsze goszczą tłumy uśmiechniętych wczasowiczów. Lokal łączy zatem przyjemne z pożytecznym - z jednej strony odpoczniemy w bajkowym otoczeniu gór i się najemy, a z drugiej sam odbiór jest sporą atrakcją i dobrą okazją na zrobienie pamiątkowego zdjęcia. 

 

"I'm Lovin It" dla każdego narciarza. McSki kusi ofertą, ale nie cenami 

Chociaż Szwedzi raczej stronią od fast foodu, restauracja McSki właśnie tam robi największą furorę. Lokal otwarty jest od połowy lat 90. Poza zewnętrznym okienkiem, gdzie można podjechać, odebrać zamówienie i odjechać na nartach z ulubionym burgerem czy frytkami w dłoniach, ma również miejsca do siedzenia w pomieszczeniu - zmieści się tam około 140 osób. 

Niezależnie od tego, czy jesteś wieloletnim fanem fast foodów, czy po prostu miłośnikiem sportów zimowych odwiedzającym Lindvallen warto tutaj zajrzeć. W ofercie znajdziemy klasyki takie jak burgery, nuggetsy, frytki czy rozgrzewające kawy i herbaty.

To, co szczególnie wyróżnia restauracje to na pewno opcja "na wynos" bez ściągania nart, a także piękna aranżacja fasady i wnętrza, która komponuje się z naturą. Zaskakujące są jednak ceny - jest drożej niż w standardowych lokalach. Według narciarzy, którzy ów miejsce już odwiedzili klasyczny zestaw (burger, cola, frytki) to koszt 100-150 koron. W sieci jednak nie brakuje też opinii o obecnej drożyźnie, jak czytam pod postem na Instagramie: 

Miejsce fajne, ale słabej jakości burger to koszt bliski 40 dolarów, a to i ta dużo mniej niż w restauracjach na dole

Wiele osób skarży się też na kolejki i długie oczekiwanie na zamówienie. Popyt jest spory, co może powodować lekkie opóźnienia, ale w końcu czego się nie robi dla takiej przygody.  

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.