Matteo Brunetti przetestowal jedzenie na Openerze. To go rozczarowało. "Jestem zawiedziony"

Popularny kucharz Matteo Brunetti wybrał się na tegoroczny Opener Festival. Włoch delektował się tam nie tylko muzyką, lecz także przetestował jedzenie, które można kupić w foodtruckach na terenie imprezy. Na pierwszy ogień poszła oczywiście pizza. Jak ją ocenił? Z prawdziwą włoską chyba raczej ma niewiele wspólnego.

Matteo Brunetti w Polsce mieszka od sześciu i pół roku. Jest finalistą szóstej edycji programu kulinarnego "MasterChef". Choć nie wygrał, to zgromadził naprawdę sporą i wierną rzeszę fanów, którzy uwielbiają jego szybkie i proste przepisy publikowane na Instagramie. Włoch zaskarbił sobie sympatię wielu osób również swoim żartobliwym stylem i powiedzeniami w stylu: "maszyna tortur" (chodzi o blender), "pieprzyć, ale nie spieprzyć" i "ser dojrzały, nie jak twój były".

Zobacz wideo Jak Matteo Brunetti radzi sobie z hejtem? "Jestem tu po to, żeby was nauczyć, jak się robi włoski makaron"

Opener 2024. Matteo Brunetti ocenia jedzenie z food trucków. "Ciasto niedopieczone"

Kucharz tworzy treści również poza swoją kuchnią. W tym roku pojechał na Openera nie tylko po to, by bawić się na koncertach, lecz także, by przetestować tamtejsze jedzenie. Na pierwszy ogień poszła pizza. Brunetti skusił się na pizzę pomodoro za 44 zł. Jak ją ocenił? 

Widać, że szybko zrobiona. Jest niesamowicie mocno solona. No i ciasto nie jest dopieczone.

Można było się spodziewać, że jako Włoch nie przepuści nawet najdrobniejszym niedociągnięciom. Na wideo wypowiada się też jego towarzyszka, której pizza także nie przypadła do gustu. "To jest zapchaj kicha" - stwierdziła. Ostatecznie pizza została oceniona na 5/10.

 

Matteo Brunetti ocenił jedzenie na Openerze. "Chrupiące na zewnątrz, mięciutkie w środku"

Na pizzy się oczywiście nie skończyło. Matteo spróbował również minidonutów, churrosów, lodów tajskich, kiełbasy, różnych burgerów, burrito oraz pierożków dim sum. Pączuszki bardzo mu zasmakowały. Były chrupiące na zewnątrz i mięciutkie w środku. Cena jednak była dość szokująca, bo kosztowały ponad 40 zł. Za bardzo dobrą uznał też kiełbasę, której cena również niektórych może zszokować - trzeba za nią zapłacić 45 zł.

Nie najgorzej wypadły pierożki dim sum. Choć były nieco gumiaste i miały za dużo ciasta w stosunku do farszu, to uzyskały ocenę 6/10. Rozczarował go jednak burger mango. "Zawiedziony jestem" - przyznał Matteo Brunetti bez ogródek. Najmniej punktów zdobyły tajskie lody. Zasłużyły jedynie na 4/10.

Ceny na Openerze 2024. "Takie są realia"

Jak w tym roku wyglądają ceny jedzenia i picia na festiwalu? Uczestnicy podzielili się z nami przemyśleniami w tej kwestii. "Ceny na terenie festiwalu nie zaskakują. Oczywiście, można łapać się za głowę, widząc drinki powyżej 30 zł czy przykładowe hamburgery z food trucka za ponad 40, natomiast takie są realia. Drogo jest wszędzie, nie tylko na Open'erze" - powiedział serwisowi podroze.gazeta.pl Mateusz, jeden z festiwalowiczów.

Inna uczestniczka, Agata, zdradziła nam z kolei, że jej zdaniem ceny są "raczej warszawskie", ale mimo to da się najeść jedną sporą porcją w dwie osoby. "Jedną porcją churrosów najedliśmy się z mężem oboje. Niby poszło 39 zł, ale w podziale na dwie osoby już nie jest szokująco" - przyznaje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.