Dla piekarzy tuzin to wcale nie dwanaście. Liczba jest inna. Powód? Strach przed karą

Niektóre zwroty gdzieś usłyszymy, ale nigdy nie zastanawiamy się, co dokładnie znaczą. Tak właśnie jest i z tym określeniem. Ile to jest piekarski tuzin? Odpowiedź nie jest wcale oczywista. Choć wiele osób odpowiedziałoby, że dwanaście, niestety, ale byliby w błędzie.
Pieczywo
Fot. Wojtek Habdas / Agencja Wyborcza.pl

Choć dziś większość z nas kupuje chleb, bułki i rogale na sztuki lub wagę, kiedyś liczby w piekarni miały większe znaczenie. Szczególnie, gdy chodziło o hurtowe zamówienia. W czasach, gdy kontrola jakości opierała się na uczciwości, a nie systemach monitoringu, piekarze woleli dmuchać na zimne. Stąd właśnie wzięła się tradycja dodawania czegoś ekstra. Ten mały zapas chronił ich przed zarzutem, że pieczywa jest za mało. 

Zobacz wideo Przepis na szybki domowy chleb z ziaren. Nie potrzebujesz ani mąki, ani drożdży

Ile to jest piekarski tuzin? Pojęcie zrodzone z potrzeby i strachu przed karą

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się oczywiste - tuzin to przecież dwanaście. Ale jeśli kiedykolwiek ktoś powiedział, że piekarska wersja tego określenia to 13 sztuk, nie był wcale w błędzie. Nazwa ta sięga czasów średniowiecznej Anglii za panowania króla Henryka III. Piekarze obawiali się wówczas surowych sankcji za zbyt małe lub niedoważone bochenki.

Jak pisał Bill Bryson w książce "W domu. Krótka historia rzeczy codziennego użytku", przez jakiś czas rozważano nawet wysyłanie nieuczciwych piekarzy aż do Australii. Aby uniknąć kłopotów, zaczęli dodawać jedną sztukę gratis, na wszelki wypadek. Tak narodziła się tradycja piekarskiego tuzina, czyli 13 zamiast 12. Był to również symbol uczciwości wobec klienta - lepiej dać za dużo niż za mało.

Czym tuzin piekarza różni się od tuzina zwykłego? Dziś to raczej tradycja niż obowiązek

W przeciwieństwie do klasycznego tuzina, piekarski używa się w specyficznym kontekście. Dziś zwrot ten bywa stosowany jako ciekawostka językowa lub anegdota. W kulturze anglosaskiej mówi się o baker’s dozen, a niektóre piekarnie - zwłaszcza lokalne i rodzinne - nadal kultywują ten zwyczaj, dorzucając klientowi jedną lub dwie bułki więcej. Robią to z powodu tradycji, ponieważ o surowych przepisach już dawno zapomniano.

Więcej o: