"Siostra poprosiła placek z owocami. Pani w cukierni zgromiła ją wzrokiem"

Zwykle zaczyna się niewinnie. Ktoś mówi, że u niego na ten rodzaj pieczywa mówi się gryzka. "Jaka gryzka?! To jest weka!". "Żadna weka, tylko bułka paryska" itd. itd. Można tak bez końca. Bo co region, ba, czasem nawet co rodzina, to inne określenia na ten sam produkt czy potrawę. Oto regionalizmy, które potrafią wywołać wielogodzinną dyskusję. Taką jak te, które toczą się w kuchni na każdej imprezie.
Kulinarne regionalizmy
fot. Michał Jasiulewicz / Agencja Wyborcza.pl / grafika: Haps.pl

Weźmy na początek wspomnianą już gryzkę, która zresztą była inspiracją do tego tekstu. Zaczęło się od koleżanki z redakcji, która wspomniała, że usłyszała tę nazwę po raz pierwszy od kogoś z dalszej rodziny i wprawiła ją w lekką konsternację. Wtedy ja przypomniałam sobie, że przecież tak mówiła moja babcia, ale właściwie nigdzie indziej o gryzce nie słyszałam i nigdy też nie zastanawiałam się, czy to regionalizm, czy nie. Okazało się, że to określenie na bułkę paryską, którego używa się w Radomiu i okolicach. W innych regionach Polski znana jest m.in. jako: bułka wrocławska (i wcale nie są to okolice Wrocławia, a bardziej województwa łódzkie, mazowieckie i świętokrzyskie), angielka, wek lub weka, lenga, linga, kawiorek, baton, a nawet parówka.

Zobacz wideo Pyzy drożdżowe, pampuchy, buły na parze [NA TROPIE SMAKU]

"Idź do lodówki po placki", czyli placek nie zawsze jest płaski

Skoro jedna gryzka ma aż tyle określeń, postanowiłam popytać wśród znajomych i współpracowników o inne regionalizmy. Od koleżanki z Żywca dowiedziałam się, że u niej na jeżyny mówi się ostrężyny (jeszcze innym regionalnym wariantem jest ożyna). I rzeczywiście jest to nazewnictwo związane głównie z południem Polski. Gruntownie przeanalizował to Michał Świetliński, który prowadzi popularny fanpage Świetlan Maps poświęcony właśnie regionalizmom.

Ostrężyna występuje faktycznie na obszarze zbliżonym do pasa od Opola do Rzeszowa, ale z różną częstotliwością. Dodatkowo nie jest na pewno regionalizmem krakowskim, a jak już, to żywieckim, bo stamtąd akurat 47 na 48 osób odpowiadających w ankiecie zaznaczyło opcję "używam". (...) Na wschód od Krakowa częstotliwość używania waha się między 12 a 25 proc.

Niemniej ciekawym przykładem jest placek. O tym z kolei usłyszałam od kolegi z woj. świętokrzyskiego. - U nas mówi się placek zamiast ciasto na określenie finalnego wyrobu cukierniczego. Jak coś ma swoją nazwę, typu sernik czy szarlotka, to częściej mówimy tą właśnie nazwą, ale zawierają się one w zbiorze placków. A jak w święta jest milion rodzajów, w tym np. sernik, to się mówi "idź do lodówki po placki". Ciasto jest wtedy rozumiane jako półprodukt, np. kruche ciasto na szarlotkę, ale po upieczeniu ciasto staje się plackiem - tłumaczył mi. - Jak moja siostra przyjechała do Warszawy na studia i w jakiejś cukierni poprosiła "ten placek z owocami", to pani ją tak zgromiła wzrokiem, że już myślała, że jej nie sprzeda - opowiada. 

I znów, nie jest to wymysł jego rodziny. Choć zazwyczaj pod słowem placki kryją się potrawy w stylu placków ziemniaczanych, a w kontekście cukierniczym wypieki, które są płaskie, to jednak są pewne regiony w Polsce (a nawet można powiedzieć, że jest ich całkiem sporo), w których używa się ich jako synonim słowa "ciasto". To również zaznaczył na mapie Michał Świetliński.

Zgodnie z Waszymi odpowiedziami jest to powszechna forma w Wielkopolsce, na Kujawach (bardziej w tej pruskiej części), Ziemiach Chełmińskiej, Sieradzkiej i Łęczyckiej oraz w większości Małopolski. W przypadku tej ostatniej z pominięciem Podhala, Zagłębia Dąbrowskiego i Ziemi Częstochowskiej. Co ciekawe, w Polsce północno-wschodniej, która teoretycznie wyłamała się z "placka", mamy dwie wysepki. Jedna na terenie powiatów makowskiego i pułtuskiego (to chyba ziemia różańska) i drugą na pograniczu Mazowsza, Małopolski i Podlasia. Czyli trójkąt Siedlce, Sokołów i Węgrów.

Inne na Śląsku, inne w Poznaniu, inne na Kujawach. 50 twarzy pampuchów

Pisząc o regionalizmach, nie można nie wspomnieć o pampuchach. One, podobnie jak bułka paryska, mają multum regionalnych odpowiedników. Na Śląsku mamy buchty, na Kujawach bułki na parze, na Lubelszczyźnie parowańce, zaś w Wielkopolsce kluchy na łachu, lumpie lub z łacha, a także pyzy drożdżowe. Poza tym znane są też inne określenia, jak np. parowce, paruchy czy parzaki.

W zależności od regionu kluski różnie się nie tylko nazywa, lecz także podaje. Buchty i na słodko, i na słono. W pierwszej wersji z kompotem z jagód, powidłami albo polane roztopionym masłem i posypane cukrem. W drugiej z wieprzowiną i kiszoną kapustą. Kujawskie bułki na parze zwykle serwowane są wraz z sosami i/lub mięsem albo z posłodzoną śmietaną bądź owocami. Z kolei parowańce są nadziewane. W zależności od miejscowości można znaleźć różne wersje smakowe, między innymi z kaszą jaglaną, z kapustą i grzybami, z białym serem na słodko lub słono czy z soczewicą i smażoną cebulką. Więcej o pampuchach przeczytasz w poniższym tekście:

Przy okazji klusek wspomnę jeszcze o kopytkach, a właściwie o szagówkach. Tak bowiem mówiła na nie babcia mojej przyjaciółki, która pochodziła z Wielkopolski. To słowo z poznańskiej gwary. Co oznacza? "Na szagę" cięte oznacza po prostu na ukos. A tak właśnie kroi się wałeczek ciasta, by otrzymać kopytka.

"Kaszanki nie zjem. Ale jak ktoś zaproponuje mi krupnioka, to zawsze"

Przejdźmy teraz do mięs. Doskonale pamiętam, gdy koleżanka z Krakowa powiedziała mi, że u nich na kotlety mielone mówi się sznycle. U niektórych może to wywołać niemałe zdziwienie, bo sznycel może być też kojarzony ze sznyclem wiedeńskim, który ma płaski kształt, robiony jest z cielęciny i panierowany w bułce tartej. Na Śląsku natomiast mamy karminadle. 

Zazwyczaj robione są z mięsa mielonego mieszanego, tj. wieprzowego i wołowego. Dawniej często dodawano też mięso królicze, bo niemal każda rodzina na Śląsku hodowała własne króliki i króliczyna była najdostępniejszym mięsem. Zdarzało się również, że jednym ze składników karminadli bywał mielony solony śledź (tańszy i łatwiejszy do zdobycia niż "prawdziwe" mięso)

- czytamy na stronie Narodowego Centrum Kultury.

Skoro jesteśmy na Śląsku, to trzeba też powiedzieć o krupnioku. - Zabawne jest to, że kaszanki nie zjem, ale jak ktoś pyta, czy chcę krupnioka, to zawsze - opowiada mi koleżanka ze Śląska. - W mięsnym obok krupnioków są zawsze żymloki, uważane za jedzenie dla "miększych" - dodaje kolega z Katowic. Pierwsze słyszę o żymlokach, więc dopytuję, co to. Okazuje się, że to taka kaszanka (czy też raczej krupniok, skoro mówimy o Śląsku), ale nazywana bułczanką. - Ma żymłę, czyli bułkę, zamiast krup, czyli kaszy - słyszę.

Kulinarne regionalizmy
Kulinarne regionalizmyHaps.pl

Nie tylko bułki regionalnie mają różne nazwy. Ślązacy na kromkę chleba mówią sznita. Z kolei w gwarze poznańskiej jest to skibka. Przy czym Narodowe Centrum Kultury wyjaśnia, że to słowo ma szersze znaczenie. "Skibką może być kromka chleba albo sama przylepka [którą zresztą też różnie się nazywa, bo także piętką lub dupką - przyp. red.], skibką może być też po prostu odkrajany kawałek chleba, niekoniecznie kształtny. W odróżnieniu od kromki i pajdy skibka łączy się nie tylko z określeniami pieczywa, lecz także z określeniami innych jadalnych rzeczy, przechowywanych w kawałkach. Można powiedzieć o skibce chleba czy razowca i o skibce sera czy masła" - czytamy. Słowo pochodzi od staro-wysoko-niemieckiego wyrazu sciba, które oznaczało plaster, krążek albo kromkę. Współcześnie zaś brzmi die Scheibe i ma podobne znaczenie.

To wszystko to tylko niewielki wycinek kulinarnych regionalizmów. W końcu przecież nie cały kraj je makaron (bo są też kluski i nudle), a jak słyszymy w południowej Polsce o borówkach, to musimy pamiętać, że raczej nie chodzi o amerykańskie. A ty jakich regionalizmów używasz? A może ktoś z twojej rodziny pochodzi z innego regionu i przeniósł na rodzinny grunt pewne określenia? Zachęcamy do zagłosowania w naszej sondzie oraz komentowania.

Więcej o: