Złotoborowik wysmukły, nazywany też złotakiem wysmukłym oraz borowikiem amerykańskim, przybył do nas zza oceanu. Niektóre źródła podają, że w Polsce pojawił się około 2009 roku, inne, że w 2014. Początkowo widywany był tylko na północy kraju, ale od kilku sezonów coraz bardziej się rozprzestrzenia i jest spotykany przez grzybiarzy również w innych regionach. Lubi bory sosnowe i często pojawia się tam, gdzie rosną wrzosy, dlatego nazywa się go również borowikiem wrzosowym.
Jest grzybem jadalnym, więc można by pomyśleć, że skoro pojawił się w naszym grzybowym katalogu, to nic, tylko się cieszyć. Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Borowik amerykański dzieli zarówno grzybiarzy, jak i naukowców. Dlaczego?
Zacznijmy od naukowców. Dr hab. inż. Marcin Pietras z Instytutu Dendrologii Polskiej Akademii Nauk oraz kierownik Zakładu Biogeografii i Systematyki ID PAN, który przewodniczy zespołowi zajmującemu się tematyką inwazyjności niepatogenicznych grzybów obcego pochodzenia, tłumaczył w rozmowie z Haps.pl, że polscy badacze podchodzą do złotaka z ostrożnością. Określają go mianem "potencjalnie inwazyjnego", podejrzewają jednak, że "ogranicza występowanie naszych rodzimych grzybów, ale również wpływa na cykle biogeochemiczne związane z obiegiem węgla w glebie".
Wyjaśnia, że grzybom niepatogenicznym trudno udowodnić negatywny wpływ na rodzime organizmy oraz środowisko, dlatego w przypadku grzybów wystarczy, by pojawiły się i rozprzestrzeniały poza naturalnym zasięgiem, aby uznać je za gatunek inwazyjny. Niektórzy naukowcy, jak np. prof. Ian Dickie w swoich publikacjach, wprost nazywają złotoborowika wysmukłego w ten sposób. Na stronie Nadleśnictwa Przymuszewo również czytamy, że uznawany jest za gatunek inwazyjny.
Jest podejrzewany o próbę wyrugowania naszego szlachetnego! Ten ostatni, jako że szlacheckość zobowiązuje, aby wydać na świat owocniki, musi mieć towarzystwo muchomora czerwonawego i najlepiej jeszcze muchomora twardego. Natomiast w związki mikoryzowe z drzewami (przeważnie świerkami, sosnami, brzozami) wchodzi przy obecności bakterii z rodzaju Pseudomonas.
Złotak jest natomiast znacznie mniej wymagający. W miejscach, w których się pojawia, występuje bardzo licznie, całymi gromadami, dlatego czasem mówi się o nim, że to grzyb dla leniwych.
O stosunku grzybiarzy do borowików amerykańskich świadczą, chociażby, używane przez nich nieco pogardliwe określenia. Często bowiem mówi się o nich "amerykany" czy "amerykańce". Niektórzy pasjonaci twierdzą, że ich smak pozostawia wiele do życzenia i nie umywa się do smaku prawdziwków. "Borowik amerykański nie jest toksyczny, choć niektórzy twierdzą, że ma smak bardziej... "importowany" - czytamy w poście Nadleśnictwa Lipusz. Jeden z grzybiarzy w komentarzach pod tym wpisem wypowiedział się jeszcze dosadniej:
Grzyb, który jedynie wygląda ładnie, kulinarnie do niczego, zero smaku i aromatu grzybowego. Nie warto się po niego schylać. Szkoda, że się tak szybko roznosi po polskich lasach.
Tempo rzeczywiście może być imponujące. Na jednej z facebookowych grup dla grzybiarzy jeden z członków opublikował zdjęcie borowików amerykańskich i napisał, że rośnie ich tam "całe pole". Zapytał też, jak można przyrządzić złotoborowiki wysmukłe. Jedna z osób poleciła mu zamarynowanie. Inna napisała, że świetnie smakują suszone, marynowane oraz dodane do jajecznicy lub sosów. Zauważyła, że nie ma sensu porównywać ich smakiem do borowików szlachetnych, bo gatunków borowików jest mnóstwo i każdy smakuje inaczej.
Kapelusz złotoborowika wysmukłego ma od 4 do 20 cm średnicy. Jego charakterystycznym elementem jest skórka, która wychodzi poza jego krawędź, tworząc coś w rodzaju falbanki. Powierzchnia kapelusza jest sucha i matowa, młode okazy mają kolor od ciemnobrązowego do cynamonowego. Od spodu może przyjmować barwę od jaskrawożółtej do żółtozielonej.
Trzon jest dość długi, może mieć od 7 do 15 cm. Ma widoczne głębokie bruzdy, po których też można rozpoznać ten grzyb. Miąższ borowików amerykańskich jest z kolei różowawy.