Świąteczne zakupy potrafią wprawić człowieka we frustrację. Nie dość, że trzeba kupić całą masę rzeczy i przebijać się przez zatłoczone alejki, to jeszcze w tym wszystkim dobrze by było znaleźć czas, by przyjrzeć się składom produktów, które zamierzamy kupić. Choć może ci się wydawać, że to zupełnie zbędna czynność, nic bardziej mylnego. W ten sposób upewnisz się bowiem, że wybierasz wyłącznie produkty wysokiej jakości. Dotyczy to m.in. bakalii, które dodajemy do świątecznych wypieków.
W przypadku każdego produktu spożywczego obowiązuje jedna i ta sama zasada: im krótszy skład, tym lepiej. Wówczas mamy pewność, że w środku są te składniki, które naprawdę są potrzebne. Druga ważna zasada, o której też warto pamiętać, to że składniki na liście pojawiają się w kolejności malejącej. Na pierwszym miejscu jest składnik, którego jest najwięcej, na ostatnim ten, którego jest najmniej.
Gdy mowa o bakaliach (ale nie tylko), trzeba uważać przede wszystkim na cukier. Ale nie ten, który naturalnie występuje w suszonych owocach (choć warto pamiętać, że takie owoce są bardziej kaloryczne niż świeże), lecz dodany. Lepiej unikać też produktów z syropem glukozowo-fruktozowym, a także bakalii z dodatkiem oleju.
Naszą czujność powinien wzbudzić też nienaturalny kolor. To może być znak, że do produktu dodane zostały sztuczne barwniki lub nabłyszczacze. Niepotrzebne są też wszelkie wzmacniacze smaku i liczne konserwanty, jak np. dwutlenek siarki.
Podczas kupowania bakalii na wagę wytęż wszystkie zmysły. Powąchaj je i sprawdź, czy mają naturalny, przyjemny aromat. Obejrzyj je dokładnie, by upewnić się, że nie pleśnieją lub nie mają innych oznak psucia. Dodanie takich bakalii do ciasta skończy się bowiem katastrofą. A kiedy już przyniesiesz bakalie do domu i zabierzesz się za przygotowanie wypieków, pamiętaj, by suszone owoce wcześniej chwilę namoczyć w gorącej wodzie. Wówczas zmiękną i lepiej wkomponują się w ciasto. Dotyczy to np. rodzynek, fig i daktyli.