"Dopóki politycy nie zaczną nas słuchać, my nie będziemy ich obsługiwać". Bunt włoskich restauratorów

Toskania wchodzi i wychodzi z żółtej strefy z dnia na dzień. Co to oznacza dla branży gastro? Ogromne problemy finansowe restauratorów. Na bunt nie trzeba było długo czekać.

Obostrzenia we Włoszech

Pod koniec stycznia we Włoszech złagodzono obostrzenia, które obowiązywały od października. Większość regionów trafiła do strefy żółtej, co pozwoliło nieco rozmrozić gospodarkę - między innymi otworzyć restauracje przy zachowaniu pewnych zasad. Więcej o tym

Restauracja Włochy 2021Włosi otworzyli restauracje. Efekt? Tłumy przy stolikach

W związku ze zwiększaniem lub zmniejszaniem liczby zachorowań rząd na bieżąco decyduje o przenoszeniu danych regionów do innych stref. Tak się stało między innymi z Toskanią, która na powrót ze strefy żółtej trafiła do pomarańczowej - o większym rygorze sanitarnym. W tej pierwszej dozwolone jest przyjmowanie gości w konkretnych godzinach, wieczorem możliwa jest jedynie sprzedaż dań na wynos. W przypadku drugiej restauracje muszą pozostawać zamknięte dla gości - pracownicy mogą jedynie oferować jedzenie na wynos (do godziny 22) lub z dostawą (bez ograniczeń czasowych).

Zobacz wideo Kryzysowy makaron z sosem z mięsną konserwą

Restauratorzy przeciwko politykom

Nagłe zmiany wpływają na codzienne funkcjonowanie lokali gastronomicznych i ich pracowników, powodując ogromne straty finansowe. Z tego typu sytuacją musieli zmierzyć się właściciele Trattoria da Burde. Bracia Andrea i Paolo Gori postanowili zaprotestować przeciwko niesprawiedliwemu w ich oczach traktowaniu branży gastronomicznej. Wykorzystali to, że ich restauracja jest popularna wśród polityków. Gdy było to możliwe jadali tam między innymi premierzy Matteo Renzi i Pier Luigi Bersani czy Eugenio Giani - gubernator Toskanii.

Politycy już tu nie zjedzą. Zostawili restauracje w potrzebie

- powiedzieli właściciele Trattoria da Burde, jak czytamy na portalu Corriere della Sera.

My, restauratorzy staliśmy się całkowicie bezużyteczni, czujemy się zapomniani. Nie można podejmować decyzji o zamykaniu restauracji z dnia na dzień. Przez ciągłe zamknięcia straciliśmy 80 proc. obrotów, a teraz tracimy wszystko. Dopóki politycy nie zaczną nas słuchać, my nie będziemy ich obsługiwać

- dodali bracia Gori.

Protest nabiera rozgłosu. Czy jednak uda się zwrócić uwagę polityków na krytyczną sytuację gastronomii i nakłonić ich do większego wsparcia? Czas pokaże.