Awantury o kaszę ciąg dalszy. Badacze pokazują palcem. Producent się broni

"Jesteśmy zaskoczeni wskazaniem produktu w raporcie" - mówi producent niechlubnie ocenionej kaszy. W najnowszej analizie dotyczącej najpopularniejszych kasz gryczanych jedna marka przekroczyła dopuszczalny poziom szkodliwego glifosatu. Okazuje się jednak, że wyniki nie są jednoznaczne.

Kasze gryczane znów w centrum uwagi

Kontrowersje wokół kasz gryczanych zaczęły się dwa lata temu, gdy autorzy programu FoodRentgen zajęli się badaniem produktów, dostępnych w polskich sklepach. Okazało się wówczas, że w sześciu spośród dziesięciu badanych kasz wykryto podwyższone ilości glifosatu - substancji potencjalnie rakotwórczej. Więcej o wynikach:

W 6 na 10 kasz gryczanych wykryto pestycydy. 'Producent może nie wiedzieć, że występują w niej przekroczenia'.W 60 proc. polskich kasz wykryto pozostałości pestycydów. GIS monitoruje sprawę

Wyniki lepsze, ale jeden rozczarowuje

Inspirując się inicjatywą FoodRentgen, przedstawiciele Instytutu Spraw Obywatelskich i Fundacji Konsumentów postanowili powtórzyć badanie. W ostatnich tygodniach ponownie sprawdzono te same rodzaje kasz gryczanych. Wyniki? Niektóre pocieszające, inne spowodowały lawinę krytyki wobec producentów. W szczególności jednego.

Badaniu poddano produkty dziesięciu firm: Ekowital, NaturAvena, Auchan, Carrefour, Kupiec, Melvit, Janex, Cenos, Kuchnia Lidla oraz Sonko. Oto jak prezentowały się wyniki z 2019 i 2020 roku:

Badanie kasz pod względem zawartości glifosatuBadanie kasz pod względem zawartości glifosatu fot. Instytut Spraw Obywatelskich

Wyniki wskazują sporo zmian na dobre. Pięciu producentów, których kasze miały zbyt wysoką podwyższoną zawartość szkodliwego glifosatu, poprawiło jakość swoich produktów i zmniejszyło te ilości. Spośród badanych kasz sześć jest całkowicie wolnych od tego środka. Rok temu były to cztery kasze.

U dwóch producentów wykryto niewielkie ilości glifosatu, choć znacznie mniejsze niż rok temu. Na niechlubnym podium znalazła się firma Sonko, która co prawda zredukowała zawartość badanej substancji, jednak ta - według autorów badania - w dalszym ciągu przekracza najwyższy dopuszczalny poziom glifosatu.

Konsument w żadnym wypadku nie powinien trafić na produkt, w którym występują przekroczenia dopuszczalnych prawem norm, czyli na produkt potencjalnie zagrażający jego zdrowiu. Jednocześnie cieszy fakt, iż wśród badanych kasz są produkty "czyste". Zależy nam na tym, by konsumenci nie bali się jeść kaszy

- powiedział Paweł Rokicki, prezes Fundacji Konsumentów.

Zobacz wideo

Producent: "Partia gryki miała prawidłowy wynik"

Okazuje się jednak, że wyniki nie do końca są jednoznaczne. Swoje stanowisko przedstawił producent niechlubnie ocenionej kaszy. Jarosław Pieniak, dyrektor zakładu Sonko, cytowany na Portalu Spożywczym, wskazał między innymi na granicę błędu, która nie została uwzględniona w analizie.

Jesteśmy zaskoczeni wskazaniem produktu Sonko w raporcie, ponieważ posiadamy wyniki badań dla partii gryki, z której pochodził badany na potrzeby raportu produkt. Jednoznacznie wynika z nich, że partia gryki miała prawidłowy wynik pozostałości glifosatu, poniżej 0,1 mg/kg. Z tego względu trafiła do dalszej produkcji i sprzedaży.

- Chcemy też zwrócić uwagę, że przedmiotowy przypadek wykrycia pozostałości glifosatu w naszym produkcie wskazany w opracowaniu jest na granicy błędu pomiarowego. W naszej opinii autorzy raportu powinni to wyraźnie zaznaczyć. Szczególnie biorąc pod uwagę brak wskazania czułości metody badawczej. Jest to niezwykle ważne w przypadku gryki, której norma na zawartość glifosatu – w przeciwieństwie do np. zbóż - jest praktycznie zerowa i ustalona na poziomie 0,1 mg/kg (dla porównania, dopuszczalny poziom dla pszenicy wynosi 10 mg/kg, czyli 100-krotnie więcej) - dodał dyrektor Sonko.

Oświadczenie w tej sprawie wydało także Stowarzyszenie Producentów Produktów Zbożowych. Eksperci wyrazili zaskoczenie wynikami analizy. Jak czytamy:

Z przykrością odnotowujemy wskazany w raporcie jednostkowy przypadek minimalnego przekroczenia dopuszczalnych norm oscylujący w granicach błędu pomiarowego.

- W opublikowanym raporcie autorzy badania nie zwracają uwagi opinii publicznej na fakt, że chociaż producenci kasz nie mają obowiązku dodatkowego badania zbóż, to konsekwentnie, jako Stowarzyszenie, realizujemy te działania, oraz że wykrycie pozostałości glifosatu w partii produktu jest niezwykle trudne.

Jedna partia produktu pochodzi bowiem z wielu pól, często od kilku dostawców, przez co surowiec jest bardzo niejednorodny. I chociaż weryfikując jakość produktu współpracujemy z akredytowanymi, wskazanymi w rozporządzeniu z dnia 19 czerwca 2012 r. Ministra Zdrowia laboratoriami, a same próbki pobierane są przez niezależnego pracownika z laboratorium oraz są reprezentatywne dla każdej partii, to w dalszym ciągu nie mamy możliwości zbadania każdego ziarna znajdującego się w danej partii

- czytamy w komunikacie SPPZ. Zwróciliśmy się z prośbą o komentarz do Instytutu Spraw Obywatelskich i Fundacji Konsumentów, ale jak dotąd nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

W wodzie, która pozostaje po gotowaniu kasz czy makaronów pozostaje wiele składników odżywczych wypłukanych z owych produktów.Nie wylewaj wody po makaronie - zastąpi odżywkę do kwiatów i... włosów?

Glifosat - źródło całego problemu

Glifosat jest pestycydem wykorzystywanym między innymi do odchwaszczania pól. Od lat trwa debata nad jego szkodliwością. Naukowcy wskazują na możliwy negatywny wpływ na zdrowie, w tym powodowanie nowotworów, jednak wyniki badań nie są jednoznaczne. Z tego powodu przyjmuje się, że glifosat jest potencjalnie rakotwórczy i odradza się jego spożywanie.