Pan Jacek pojechał do Buczy, żeby pomóc w odbudowie piekarni i pieczeniu chleba. "Przerażająca jest pustka. I cisza"

Aleksandra Wiśniewska
Jacek Polewski jest właścicielem piekarni Czarny Chleb w Poznaniu. Od początku wojny w Ukrainie z zaangażowaniem śledził to, co dzieje się u naszych sąsiadów i organizował zbiórki pomocowe. Po tym, co wydarzyło się w Buczy, podjął decyzję, że pojedzie na miejsce, aby wesprzeć lokalną piekarnię, w której rosyjscy żołnierze zostawili po sobie "syf i bałagan". "Nie chodzi o to, żebyśmy piekli chleby, to ma jedynie znaczenie symboliczne. Zależy nam, żeby do Buczy wróciły normalność i życie" - mówi w rozmowie z Haps.pl.

Więcej najnowszych doniesień z Ukrainy znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Rosjanie zostawili syf i bałagan

Do Ukrainy Jacek Polewski, właściciel piekarni Czarny Chleb, pojechał razem z dorosłym synem oraz z przyjacielem. Wyjechali z Poznania w nocy z 13 na 14 kwietnia, ale pomysł pojawił się wcześniej, trzeba było jednak czekać na rozminowanie terenu. Po całonocnej podróży dotarli do granicy, na której spędzili około czterech godzin. - Mimo że byliśmy transportem humanitarnym, odprawa trwała dość długo. Musieliśmy wypełnić wiele dokumentów. Po przekroczeniu granicy od razu musieliśmy szukać noclegu, ponieważ w Ukrainie obowiązuje godzina policyjna. Noc spędziliśmy w okolicach Lwowa, gdzie później kupiliśmy mąkę i ruszyliśmy do Kijowa - opowiada.

Piekarz relacjonuje, że jazda po ukraińskich drogach przebiegała bez problemu, co jakiś czas trzeba było jednak zatrzymywać się na punktach kontrolnych. - Do Kijowa dotarliśmy wieczorem. Następnego dnia trwała organizacja, robiliśmy zakupy i dzień później pojechaliśmy do Buczy. Od razu po przyjeździe do piekarni rozpaliliśmy w piecu i przez pierwsze dwa dni sprzątaliśmy po rosyjskich żołnierzach, którzy spędzili tam 2-3 tygodnie i narobili sporo syfu i bałaganu. Trochę obawialiśmy się, że gdzieś mogli zostawić miny: pod paletą, materacem, butelką. Wszystko zostało ostrożnie sprawdzone - relacjonuje.

Miało być 10 tysięcy, jest już trzy razy więcej

Ekipa, która pojechała pomagać w Buczy, z Polski zabrała przede wszystkim mąkę oraz trochę słodyczy. - Na miejscu okazało się, że mąki nie brakuje, ale nie wiedzieliśmy o tym przed wyjazdem. Na lokalnym rynku mąka jest, a jej ceny oraz ceny pszenicy, właściwie nie wzrosły. To, czego brakuje w piekarniach, które zostały zniszczone, to sprzęt piekarski - mówi pan Jacek.

Dodaje, że po przyjeździe na miejsce zweryfikowali, jakie są potrzeby, dzięki czemu będą wiedzieli, na co najlepiej przeznaczyć pieniądze ze zbiórki, którą założył - znajdziecie ją w tym miejscu: "Odbudowa piekarni w Buczy koło Kijowa". Początkowo celem zrzutki było 10 tysięcy złotych, ale błyskawicznie udało się zebrać dwa razy więcej. - W ciągu 24 godzin zebraliśmy 20 tysięcy złotych. Trochę nas to zaskoczyło. Wszystko zostanie przekazane ukraińskim piekarniom - zapewnia poznański piekarz. Obecnie suma wpłat to już prawie 33 tysiące, a do końca zrzutki pozostało jeszcze ponad 20 dni.

O akcji Jana Polewskiego można poczytać też po ukraińsku w naszym serwisie Ukrayina.pl.

Piekarnia w BuczyPiekarnia w Buczy Jacek Polewski

Szybka ewakuacja

Polska ekipa w Ukrainie chce zostać do końca tego tygodnia. - Zamierzamy piec jak najwięcej i jak najbardziej pomóc piekarniom. Do tej pory upiekliśmy około 100-150 bochenków chleba, które rozdaliśmy mieszkańcom Buczy. Plan minimum został więc zrealizowany.

Wczoraj [19 kwietnia - przyp. red] przyszli do nas jednak ukraińscy żołnierze i powiedzieli, że mamy wyjechać z Buczy, bo szykuje się rosyjska ofensywa. Piekarz, któremu pomagamy, bardzo się przestraszył, więc spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Kijowa, do innej piekarni

- opowiada Jacek Polewski i dodaje: Prawdopodobnie żołnierze nie chcą, żeby na miejscu kręciło się zbyt wiele osób, więc powiedzieli nam o tym domniemanym ataku, ale się podporządkowaliśmy.

Teraz pan Jacek i jego towarzysze przygotowują się do prawosławnej Wielkanocy, która w tym roku wypada 24 kwietnia. - Robimy zakupy i będziemy piekli ciasta. Z tego, co wiem, mają zostać przekazane do jednego ze szpitali w Kijowie.

Piekarnia w BuczyPiekarnia w Buczy Jacek Polewski

Przejmująca pustka

Polacy do Buczy mają nadzieję wrócić w czwartek lub w piątek na dzień lub dwa. - Spróbujemy jeszcze pomóc, popiec chleby, dać wsparcie piekarzowi.

Jednak powiem uczciwie, że wcale nie chodzi o pieczenie chleba. To ma znaczenie symboliczne. Docelowo zależy nam, żeby ta piekarnia funkcjonowała, a piekarz miał zarobek. Żeby ludzie przychodzili, kupowali. Żeby do Buczy wróciły normalność i życie

Jak wygląda ono teraz w miejscowości wyzwolonej spod rosyjskiej okupacji? - Większość domów w Buczy nie ma prądu, gazu ani wody, więc mieszkańcy najczęściej prosili nas o lampki, świeczki i inne źródła światła. 

Poznaliśmy grupę ludzi, którzy mieszkali w blokach. Teraz siedzą na zewnątrz, przy ogniu i gotują tam jedzenie, herbatę. Zaprosili nas do ogniska. Posiedzieliśmy, porozmawialiśmy, wysłuchaliśmy ich historii. Poprosili, żebyśmy opowiedzieli, skąd jesteśmy, poczęstowali nas herbatą, kawą, zupą i kieliszkiem dobrego, lokalnego bimbru

Piekarz z Poznania mówi, że czuli się w Buczy bezpiecznie, choć zaznacza, że być może są jeszcze obszary, które nie zostały rozminowane. - Widzieliśmy trochę zniszczonych budynków, ale przede wszystkim wygląda to tak, jakby oddziały rosyjskie weszły tu, siedziały i po prostu systematycznie, według listy mordowały ludzi - mówi. Dodaje, że na ulicach niewiele się dzieje. - Gdzieś przebiega pies, gdzieś daleko przejeżdża samochód, chodzą pojedynczy ludzie, głównie starsi, którzy nie mieli dokąd albo jak uciec. Najbardziej przerażająca w Buczy jest przede wszystkim pustka: puste ulice i cisza.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.