Kasy samoobsługowe żądają napiwków. Ludzie zdezorientowani. "Nie wiedziałem, komu mam dać"

Napiwki są mocno zakorzenione w kulturze Stanów Zjednoczonych. W dobrym tonie jest zostawić je nie tylko kelnerom, lecz także np. taksówkarzom, recepcjonistom czy fryzjerom. W ostatnim czasie o napiwki coraz częściej proszą też... kasy samoobsługowe. Choć doliczona kwota ma później trafiać do pracowników, to klienci mówią o "szantażu emocjonalnym".

Więcej nowości znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Kasy samoobsługowe chcą napiwków. "Szantaż emocjonalny"

O zaskakujących żądaniach kas samoobsługowych poinformował serwis Business Insider, powołując się na "Wall Street Journal". Amerykański dziennik opublikował powiem raport o wzroście liczby kas i automatów, które na koniec transakcji proszą klientów o pozostawienie napiwku. Raport opiera się na rozmowach z klientami z terenu całych Stanów Zjednoczonych. 

Trend nie przypadł kupującym do gustu. Są zdezorientowani i mówią o "szantażu emocjonalnym". 

Byłem zdezorientowany, bo nie było do końca jasne, komu mam dać napiwek

- powiedział w rozmowie z dziennikiem jeden z konsumentów, który korzystał z samoobsługowej lodówki na stadionie w San Diego. Choć komunikat był dla niego mylący, mężczyzna zostawił jednak napiwek. 

Inna osoba cytowana przez "Wall Street Journal" mówi z kolei o "lekkim szantażu emocjonalnym". To klient, który kupował na lotnisku Newark-Libery butelkę wody za sześć dolarów i został poproszony o doliczenie napiwku do zakupu. Zarówno rzecznik prasowy stadionu, jak i rzecznik lotniskowej sieci sklepów zapewnili "WSJ", że wszystkie napiwki przekazywane są pracownikom.

Zobacz wideo Dlaczego produkty dla kobiet są droższe? Różowy podatek

Napiwki w USA. Ile i komu należy zostawić?

Zdaje się jednak, że takie tłumaczenie nie do końca przekonuje konsumentów. Nie podoba im się, że są proszeni o dawanie napiwku osobie, która w żaden sposób ich nie obsłużyła. Choć napiwki są mocno zakorzenione w amerykańskiej kulturze, to, jak pisze Business Insider, Amerykanie zaczynają być nimi zmęczeni. Nie dość, że napiwków wymaga coraz więcej usługodawców (mówi się nawet o pomyśle doliczania napiwków do czynszu), to jeszcze dochodzą do tego codziennie zmagania z inflacją. Mimo to klienci nadal zostawiają napiwki pracownikom.

W Polsce zostawianie napiwku kojarzy się przede wszystkim z wyjściem do restauracji, choć w aplikacjach do zamawiania przejazdów również pojawiła się możliwość zostawienia kierowcy drobnej kwoty. W USA jest to jednak jeszcze bardziej rozpowszechnione. Napiwki powinno się zostawiać nie tylko kelnerom czy barmanom, lecz właściwie większości usługodawców. Są wśród nich m.in.: taksówkarze, parkingowi, recepcjoniści, boye hotelowi, osoby sprzątające w hotelach, kosmetyczki, fryzjerzy, dostawcy, ogrodnicy czy opiekunowie. O napiwki proszą często również sprzedawcy pamiątek. 

Ile napiwku powinno się zostawić? Co do zasady nie mniej niż 15 proc. (w restauracjach 20 proc.), chyba że jest się niezadowolonym z obsługi. Wtedy jednak najlepiej wyjaśnić osobie, która nas obsługiwała, dlaczego zdecydowaliśmy się doliczyć mniej. Warto dodać, że restauracje wychodzą naprzeciw klientom i nie wymagają od nich, by sami obliczali kwotę napiwku. Wyliczone kwoty znajdują się już na paragonie, dzięki czemu można sprawdzić, ile to będzie 15 proc. rachunku, ile 20 itp.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.