Inflacja nie spada, więc powspominajmy. Chleb kosztował 1 zł. Dziś nie kupiłabym nawet okruchów

Ludzie lubią mówić, że "kiedyś to było, a teraz to nie ma". Czasem wypowiadamy to zdanie tylko w żartach, ale czasem jest to niestety sama, na dodatek przykra, prawda. Tak jest w przypadku cen, które inflacja wciąż ciągnie do góry. Paragony grozy powoli przestają na nas robić wrażenie, przyzwyczajamy się, że papryka za chwilę będzie towarem luksusowym. Powspominajmy więc czasy, gdy mając w kieszeni 5 zł, mogliśmy podbijać świat.

Więcej podobnych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Tęsknota za tym, co minęło, od czasu do czasu budzi się w każdym z nas. Wiele osób lubi chociażby wspominać okres PRL-u. Oczywiście nie ze względu na panujący wówczas ustrój polityczny. Przypominamy sobie raczej absurdy, które wtedy złościły i irytowały, a teraz mogą bawić, dawne stroje, imprezy (studniówki, wesela, sylwestry, prywatki), potrawy, które wówczas były rarytasami, a dziś trochę odeszły do lamusa, oraz to, jak radziliśmy sobie, gdy brakowało pewnych składników (tu ukłony w stronę produktu czekoladopodobnego).

Osoby, których dzieciństwo przypadło na lata 90., chętnie z kolei wspominają ten okres. Łezka w oku się kręci, gdy myślimy o sfatygowanych kasetach wideo (żegnaj śnieżący ekranie), nawijaniu długopisem taśmy na kasetę magnetofonową czy "Baby One More Time", którym zadebiutowała Britney Spears.

Przy okazji inflacji, która już kilka razy miała się wypłaszczać albo spadać, znów budzi się w nas nostalgia. Tym razem za dawnymi cenami. Do historii przeszła już słynna, raczej mało precyzyjna, wypowiedź Adama Glapińskiego z lipca 2022 roku:

Inflacja zejdzie w przyszłym roku do poziomu gdzieś tam sześć, dziewięć, powiedzmy… A wzrost będzie dwa, ponad dwa. Może półtora, no. Tam jest półtora, jest dziewięć. Zależy czy tarcza będzie, czy nie będzie tarczy. Jak nie będzie tarczy, no to będzie 12, prawda, tam w przyszłym roku, jak będzie tarcza, będzie dziewięć, a na koniec roku sześć.

Póki co jest 18,4. Najwięcej od 1996 roku (wówczas wynosiła 19,9 proc.). Ceny wciąż rosną, więc niedawno w redakcji zaczęliśmy wspominać, ile kosztowały różne produkty, gdy byliśmy dziećmi. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że ceny nie funkcjonują w próżni. Że znaczenie ma patrzenie na nie z perspektywy czasu, że inna była płaca minimalna (serwis money.pl w 2018 roku zrobił analizę, z której wynikało, że choć w 1995 roku, a więc już po denominacji, cukier był tańszy, to jednak przeciętny Polak za średnią pensję mógł go kupić mniej niż w 2018), koszty energii, produkcji czy transportu. Nie chcemy robić skomplikowanej analizy gospodarczej, a jedynie powspominać, jak to było, gdy mama rzucała nam przez okno 5 zł, a nam się wydawało, że możemy wykupić pół sklepu.

Zobacz wideo Kultowe retro gadżety. Wszyscy chcieli je mieć

Kilka złotych wystarczyło, by kupić cały zestaw na śniadanie

Właśnie takie wspomnienia ma Klaudia, która dostawała od mamy 5 zł, by kupić sobie śniadanie.

Zwykle starczało na zestaw: twarożek farmerski, bułka, napój, a do tego jakieś żelki, lód czy chipsy

- wymienia i dodaje, że pamięta też, gdy za 5 złotych w środku sezonu można było kupić łubiankę truskawek. W 2022 roku na początku sezonu ceny truskawek nie były niskie, ale też nie aż tak wysokie, jak w poprzednich latach. 

Ja z kolei pamiętam, jak rodzice wręczali mi złotówkę i wysyłali po chleb. Taki najzwyklejszy, biały bochenek można było wtedy kupić mniej więcej za taką kwotę. Dziś nie dostałabym za to pewnie nawet okruszków.

Lody? Grosze. Chipsy? Grosze. Gumy? Też grosze

W związku z tym, że jako dzieci kupowaliśmy głównie słodycze, to właśnie te ceny pamiętamy najlepiej. Dużo osób szczególnie ciepło wspominało ceny lodów i chipsów:

Miałam taki sklepik osiedlowy na podwórku "u Kazia" i kupowałam tam zawsze lody Lulek - każdy po 30 groszy

- mówi Asia. 

Bartek dodaje do tego inne lody wodne, które on i jego znajomi nazywali "pałeczkami". Jeden kosztował zaledwie 40 groszy. Ważne miejsce w naszych sercach zajmują też słynne lody Bambino.

Ja pamiętam lody Bambino, chyba za 70 groszy. Śmietankowe jak kremówka w czekoladzie. I chipsy za 2 zł

- wymienia Aga. 

 
Jak wracałam ze szkoły, to przystawałam pod sklepem i za 1 zł były chipsy (chyba maczugi) i oranżada pita pod sklepem albo lody Bambino

- wtóruje Anita.

Ceny maczug w naszych wspomnieniach są różne, nie da się jednak ukryć, że były dość tanie. Choć najpopularniejsze opakowania były raczej malutkie.

Oranżada (o tragicznie chemicznym smaku) w szklanych butelkach, które później oddawało się do sklepu, również często się przewijała. Nie przepłacaliśmy też za gumy do żucia i żelki. Bardzo popularne kolorowe gumy kulki kosztowały ok. 10 gr za sztukę.

Oranżada na miejscu za 45 groszy, gumy kulki za 10 groszy, chipsy za 50 groszy. Za 5 zł można było stawiać wszystkim koleżankom z podwórka

- zachwyca się Ewa.

Pamiętam kwaśne żelki Shock po 20 groszy za sztukę

- mówi Małgosia.

Nie zapominajmy też o gumach Turbo, które produkowała turecka firma (kto z was o tym wiedział?), a których szczyt popularności przypadał na lata 80. i 90. W papierek zawinięte były też wkładki-obrazki przedstawiające różne środki transportu. Później gruchnęła jednak wiadomość, jakoby guma miała być rakotwórcza. Nigdy nie zostało to jednak oficjalnie potwierdzone, funkcjonowało bardziej na zasadzie miejskiej legendy, ale jej popularność znacząco spadła.

embed

fot. Dragossmeu / Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0

embed

fot. Dobromila / Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0

Asia dodaje do tego jeszcze żelki-węże, żelki-myszy i bardzo popularne kiedyś gumy w kształcie papierosów za 10 groszy. Wtedy wydawały nam się fajne, dziś wiemy, że sprzedawanie ich dzieciom to nie był szczególnie trafiony pomysł. A skoro już przy papierosach jesteśmy, to i one podrożały przez lata. Magda wspomina, że kiedyś paczkę można było kupić za 5 zł. Dziś trzeba wydać około 19-20 zł.

 

Dziś kg cebuli kosztuje co najmniej 5 zł. Kiedyś poniżej złotówki

Zajrzałam też do Małego Rocznika Statystycznego z 2000 roku. Tam znajduje się spis cen detalicznych ważniejszych towarów i usług. Jak się przedstawiały pod koniec lat 90.? Oto kilka przykładów:

  • kilogram ryżu: w 1995 kosztował 2,21 zł, w 1998 było to 2,39 zł, a w 1999 2,42 zł;
  • bułka pszenna 50 g kosztowała odpowiednio: 12 groszy, 22 grosze i 23 grosze;
  • chleb mieszany zwykły 250 g: 0,71 zł, 1,19 zł, 1,21 zł;
  • jajko kurze jedna sztuka: 29 groszy, 30 groszy, 32 grosze;
  • masło 200 g z zawartością tłuszczu 82 proc.: 1,53 zł, 2,08 zł, 2,88 zł;
  • 1 kg cebuli: 66 groszy, 1 zł, 1,22 zł;
  • 1 kg białego cukru: 1,90 zł, 2,12 zł, 2,31 zł;
  • czekolada mleczna 100 g: 1,60 zł, 2,12 zł, 2,27 zł;
  • 20 sztuk papierosów "Mars": 1,64 zł, 3,60 zł, 4,21 zł.

Tak jak wspomniałam na początku, ceny nie funkcjonują w próźni. Polskie społeczeństwo, co byśmy nie mówili, na przestrzeni lat stało się bardziej zamożne, więc ceny też się zmieniły. Ponadto trzeba pamiętać, że wiele lat temu wybór produktów był mniejszy (wystarczy spojrzeć chociażby na to, ile teraz do wyboru mamy lodów, zarówno na patyku, jak i gałkowych, czy czekolad), były też zazwyczaj gorszej jakości, z bardziej chemicznymi składami (co nie znaczy, że teraz wszystko jest niesamowicie zdrowe). I jeszcze jedna sprawa. Osobom, które w latach 90. i na początku lat 2000 jeszcze nie były dorosłe, tamte czasy kojarzą się z beztroską. Jako dzieci czy młodzież nie przejmowaliśmy się wydatkami, nie interesowały nas zawiłości ekonomii. Ważniejsze było to, że z piątakiem w kieszeni byliśmy królami i królowymi osiedla.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.