Dominikańczyk zjadł w barze mlecznym w Warszawie. Nie mógł się nadziwić. "Zero rozczarowania"

JT pochodzi z Dominikany, ale mieszka w Warszawie. W sieci tworzy treści pod pseudonimem Vigo's Dad. Na woich kanałach i w mediach społecznościowych dzieli się z fanami swoją twórczością i przygotowuje filmy o życiu w Polsce. Jakiś czas temu JT postanowił odwiedzić jeden ze stołecznych barów mlecznych. Nie mógł się nachwalić zamówionego jedzenia, ale nie zgadniecie, co smakowało mu najbardziej.

Więcej treści kulinarnych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Pochodzi z Dominikany, mieszka w Warszawie. Postanowił zjeść w barze mlecznym

JT na swoich profilach porusza przeróżne tematy dotyczące życia w Polsce. Podróżuje po kraju (był m.in. w Łodzi, Trójmieście i na Półwyspie Helskim), obala stereotypy, opowiada o polskich politykach, zdradza, co w Polsce mu się nie spodobało (nie przepada np. za polskim latem i deserami), a co Polacy uwielbiają, a także testuje jedzenie. W związku z tym jakiś czas temu postanowił odwiedzić warszawski bar mleczny. Jak przebiegła jego wizyta? Czytajcie dalej.

Zobacz wideo My też pytaliśmy obcokrajowców o polskie jedzenie. "Coś, co naprawdę lubię". Wiecie, o które danie chodzi?

Zanim Dominikańczyk wszedł do środka, opowiedział co nieco o historii i pochodzeniu barów mlecznych. Stwierdził, że kiedyś, zwłaszcza w czasach PRL-u, były bardziej popularne niż teraz, ale dodał, że nadal wiele osób chętnie je odwiedza. On postanowił naprawdę się przyłożyć i przetestować nie jedną, a nawet nie dwie potrawy. JT zamówił kilka różnych dań, w tym również zupy i surówki, a za wszystko zapłacił 135 złotych.

Co pojawiło się na stole? Dominikańczyk zdecydował się m.in. na chłodnik, pierogi z kapustą i grzybami, krokiety z pieczarkami, kotlet sojowy, placki ziemniaczane z cukrem, naleśniki z serem, kaszę jęczmienną, sos grzybowy, marchewkę z groszkiem i fasolkę szparagową. Po kolei testował każdą potrawę i oceniał ją w skali od 1 do 10.

 

Zjadł obiad w barze mlecznym. Fasolka? "Nic wielkiego". Ale kilka dań skradło mu serce

Na pierwszy ogień poszedł chłodnik, który całkiem mu smakował, choć przyznał, że nie przepada ani za zupami, ani za zimnym jedzeniem. Ocenił go wysoko, bo 8,5/10. "Gdyby był cieplejszy, dałbym 9" - stwierdził. Gorzej w jego oczach wypadła fasolka szparagowa. Zasłużyła jedynie na ocenę 6 na 10. "To po prostu fasola. Nic wielkiego" - powiedział.

Zachwycił go za to sos grzybowy, którego najpierw spróbował bez niczego, a później polał nim kaszę. "Jest niesamowity. Zero rozczarowania. Jak na razie to jedzenie jest pyszne. Czuć, że domowe" - zachwalał. Sos zasłużył jego zdaniem na najwyższą notę, czyli 10/10. Nie był to jedyny składnik jego uczty, który ocenił tak wysoko. Na same pochlebstwa zasłużyły też placki ziemniaczane oraz krokiety z pieczarkami. Gdy próbował tych ostatnich, aż zaniemówił z wrażenia. "Dziesiątka, mocna dziesiątka. Są takie dobre. Każdy kęs!" - zachwycał się.

"A co z pierogami?", zapytacie. Otóż JT również ich skosztował, nie zostały jednak jego faworytami. "Są całkiem dobre, chociaż brzegi trochę za twarde" - powiedział, ale od razu dodał, że nie chce być zbyt surowy, ponieważ to, że siedzi na zewnątrz, na chłodzie też na pewno wpłynęło na ich strukturę. Farsz byłjednak dla niego zbyt kwaśny, więc ostatecznie ocenił pierogi na 7 punktów. W ogólnym rozrachunku tradycyjne polskie jedzenie wypadło w oczach JT bardzo dobrze, a część jedzenia zabrał nawet na wynos. Mamy nadzieję, że nagrane przez niego wideo zachęci turystów z innych krajów do odważnego próbowania polskiej kuchni.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.