"Na stoku zarazić się nie da". Ale to, co dzieje się w knajpie... Obostrzenia nie obowiązują wszystkich?

Tłumy w lokalu, zero maseczek. Taki widok to w wielu miejscach już norma. Marcin Gadziński z Gazeta.pl znalazł się w jednym z nich. Komentujący krytykują - ale nie knajpy.

Restauratorzy frontem do gości, tyłem do zasad bezpieczeństwa

Obostrzenia w gastronomii utrzymują się od ponad czterech miesięcy. W lokalach nie można przyjmować gości z wyjątkiem tych, którzy odbierają zamówienia na wynos. Wielu właścicieli jednak postanowiło zignorować zakazy i mimo to otwiera swoje lokale. Jedni zmieniają typ działalności na przykład na muzeum, inni w nieco mniej kreatywny sposób po prostu wznawiają działalność i obsługują pojawiających się klientów. Podobnie jest w niektórych klubach. Co jakiś czas do mediów docierają informacje o interwencjach policji.

Zobacz wideo

Pół biedy, jeśli lokale otwierają się z zachowaniem zasad bezpieczeństwa - choć i tak nie popieramy ignorowania obostrzeń. W wielu miejscach jednak rygor sanitarny nie jest zupełnie przestrzegany. W jednym z nich znalazł się Marcin Gadziński, dyrektor zarządzający Gazeta.pl. Swoją obserwacją podzielił się na Twitterze.

Na stoku zarazić się nie da, tak samo na wyciągu. Bo outdoor, plus pilnowanie maseczek (naprawdę). A potem na stoku wchodzisz do niby serwującej na wynos karczmy...

- napisał w tweecie. Na dołączonym nagraniu widać knajpę wypełnioną gośćmi. Pełne stoły jedzących osób, długa kolejka do kasy, a przy tym zero maseczek i dystansu. Pod postem pojawiła się masa komentarzy. Co ciekawe, większość zdecydowanie krytycznych - przede wszystkim: "Po co wchodzisz, skoro się boisz?". Problem w tym, że żeby zamówić jedzenie na wynos, także trzeba wejść do środka i w tej kolejce stanąć.

Magda GesslerMagda Gessler o otwieraniu restauracji: "Nie jest to bezpieczne"

Takich miejsc jest niestety pełno. Jednym z najświeższych przykładów jest hotel w Mikołajkach. Z uwagi na alarmującą liczbę zachorowań w województwie warmińsko-mazurskim od soboty obowiązują bardziej restrykcyjne obostrzenia, m.in. zakaz pobytu w hotelach. Weekendowa kontrola sanepidu we wspomnianym hotelu wykazała obecność sporej grupy osób. Według niektórych świadków mogło być ich nawet tysiąc.

Sytuacja gastronomii jest obecnie krytyczna, to fakt. Jednak ignorowanie obostrzeń nie pomoże ani doprowadzić do ich łagodzenia, ani tym bardziej zwalczyć pandemii.

Podsumowanie roku 2020 w gastronomii? Jest źle. Naprawdę źleOtwierasz lokal pomimo zakazu? Sanepid ostrzega: posypią się kary

Jak można wesprzeć lokale gastronomiczne?

Przede wszystkim: zamawiając u nich jedzenie. Warto robić to bezpośrednio telefonicznie lub przez stronę internetową, dzięki czemu - jeśli wybieramy opcję dostawy do domu - właściciel nie będzie musiał korzystać z pośredników, którym przecież także trzeba zapłacić. Wiele lokali ma w ofercie własne wyroby, na przykład kiszonki czy sosy w słoikach. Dobrze zapytać o takie produkty. To dodatkowe źródło zarobku, dzięki któremu mogą się utrzymać.