Przepis na pączki domowe z 1 kg mąki. Przejdźmy przez to razem

Jaki jest przepis na pączki domowe z 1 kg mąki? Tak się składa, że mam jeden i robię z niego pączki od lat. W tym tekście będę na bieżąco relacjonować, jak robię domowe pączki i co mi z tego wychodzi. Ale od razu przestrzegam: to nie jest proces dla ludzi o słabych nerwach.
Pączki
Fot. Agata Kalińska/Gazeta.pl

Domowe pączki. Najlepiej jeszcze ciepłe, miękkie, pachnące i słodkie. Brzmi jak piękny sen łakomczucha. I tak właśnie jest - o ile tylko jesteś wyłącznie tym jedzącym! Bo dla domowego cukiernika przygotowanie drożdżowych pączków z kilograma mąki to cały dzień pracy. I nie jest to zabawa dla ludzi o słabych nerwach. Mieszanie, wyrabianie, wyrastanie, znowu wyrabianie, znowu wyrastanie, formowanie, smażenie, nadziewanie, lukrowanie. Na tych wszystkich etapach jest tyle momentów, w których coś może pójść źle, że nawet nie chcę o tym myśleć. 

Ale nie można poddawać się przed startem. Trzeba być dzielnym i zmierzyć się z drożdżową materią. Nagrodą będzie fura domowych pączków, więc nie ma się co zastanawiać. Przejdźmy to razem, krok po kroku.

Zobacz wideo Galaktyczne, kolorowe, pyszne - najlepsze pączki i donaty na tłusty czwartek

Jeszcze zanim zaczniemy, jedna uwaga: w redakcji informacja, że będę smażyć pączki dzisiaj, czyli w tłusty czwartek, wywołała zdziwienie. "Jak to? Dzisiaj smażysz? Pączki smaży się w środę, a w czwartek tylko zjada!". Na takie "herezje" mam jedną odpowiedź: lubicie raczyć się wczorajszymi pączkami, proszę bardzo. Najlepsze są pączki świeżusieńkie, jeszcze ciepłe. Koniec i kropka.

Jak już to mamy wyjaśnione, to przejdźmy do rzeczy. 

Przepis na pączki domowe z 1 kg mąki

Najważniejszą rzeczą jest przepis. Ten, z którego korzystam, został rozpoznany przeze mnie bojem, więc wiem, że pączki wychodzą. Nie wymyśliłam go sama, choć bardzo żałuję. Można go znaleźć na blogu Moje Wypieki.

Czego będę potrzebować:

  • 1 kg mąki pszennej
  • 50 g świeżych drożdży
  • 100 – 150 g cukru
  • pół litra mleka
  • 6 żółtek
  • 1 całe jajko
  • 100 g masła - można też dać 5 łyżek oleju, ale ja wolę masło
  • ziarenka z połowy laski wanilii lub małe opakowanie cukru wanilinowego
  • 40 ml spirytusu, można też zastąpić rumem
  • sok i skórka otarta z połowy niedużej cytryny
  • pół łyżeczki soli
  • 1 litr tłuszczu do smażenia. Jeśli idzie o pączki, to jestem tradycjonalistką, więc u mnie będzie to 1 kg smalcu. Ale może być też olej rzepakowy albo słonecznikowy.
  • Cukier puder do posypania pączków albo lukier do oblania tychże. Według gustu.
  • Konfitura lub dżem do nadziania. Ja idę w powidła śliwkowe.

Zaczynamy!

Jak zrobić domowe pączki

Godz. 8.00. Wyjmuję drożdże z lodówki. Stara i bardzo mądra zasada mówi, że wszystkie składniki na ciasto drożdżowe powinny być w temperaturze pokojowej. Drożdże lubią ciepełko, w ciepełku robią się żarłoczne, a żarłoczne drożdże są właśnie tym, czego potrzebujemy do sukcesu. Czyli do ładnie wyrośniętego ciasta.

Godz. 12.00. Robię zaczyn. Podgrzewam mniej więcej połowę mleka z przepisu (ma być ciepłe, ale nie gorące, uczeni w piśmie powiadają, że ma być mniej niż 40 stopni), dodaję drożdże i zasypuję połową cukru. Wszystko to mieszam i przykrywam czystą ściereczką kuchenną, by sobie rosło. Nikt nie lubi, kiedy ktoś obsesyjnie się gapi, kiedy jemy. Drożdże też nie lubią, sprawdzone info. Dlatego jak mają ciepełko i cukier, i nikt się nie gapi, mogą oddać się wielkiemu obżarstwu. Zostawiam je w spokoju na 15-20 minut.

Kiedy zaczyn sobie spokojnie rośnie, możecie poszukać inspiracji w tekście naszej redakcyjnej koleżanki Joanny: Ciasto drożdżowe - przepis, który nie ma prawa nie wyjść. Ważna jest mąka i złota rada babci Krysi dotycząca rąk

A zaczyn drożdżowy po cukrowej orgii wygląda tak:

Zaczyn drożdżowy
Zaczyn drożdżowyFot. Agata Kalińska. Gazeta.pl

Godz. 12.30 Zaczyn napęczniał, mogę zacząć wyrabiać. Mąkę przesiewam, dodaję zaczyn, resztę mleka i cukru, żółtka i jajko, wanilię, sok i skórkę z cytryny, rum, sól. To wszystko wyrabiam mikserem z hakiem. Powiadają, że można też ręcznie, ale nie jestem pewna, czy w to wierzę. Pod koniec wyrabiania dodaję roztopione i przestudzone masło. To wszystko wyrabiam - a właściwie mikser wyrabia - kilka minut, aż ciasto będzie spójne i elastyczne.

Godz. 12.50 Ciasto ładuję do miski, przyduszam folią kuchenną i zostawiam w spokoju na 1,5 godziny. Niech nam pięknie w tym czasie rośnie. Czy wygląda bardziej jak magma z kosmosu niż coś, co się da zjeść? Jeszcze jak. Ale nie przejmujemy się tym. Będzie dobrze.

Ciasto drożdżowe w spa dla ciast drożdżowych:

Ciasto na pączki
Ciasto na pączkiCiasto na pączki

Godz. 14.30 Stwierdzam, że ciasto wyrosło, jakby jutra miało nie być. Mogę brać się za kolejny etap. 

Ciasto na pączki wyrośnięte jakby jutra miało nie być, wygląda tak:

Ciasto drożdżowe na pączki
Ciasto drożdżowe na pączkiFot. Agata Kalińska/Gazeta.pl

Godz. 14.50 Teraz trzeba ciasto jeszcze raz wyrobić. Ciasto drożdżowe to taki atencjusz, lubi wyrabianie, maglowanie i zagniatanie. Muszę podsypać trochę mąki, żeby się nie kleiło i pracowicie wyrabiam. Kiedy już się nie klei, a jednocześnie jest jędrne, gładkie i elastyczne, mogę zacząć je dzielić na pączki.

Odkrawam porcje ciasta nożem (można też odcinać nożyczkami) i ważę na wadze kuchennej, żeby miały podobną wielkość. Celuję w mniej więcej 60 gramów. Z każdej porcji robię kulkę, kulki kładę na wysypanej mąką ściereczce kuchennej i znów daję im czas na rośnięcie. Jak do tego doszło, nie wiem, ale oto w kuchni mam 30 pączkowych kulek.

A oto i one:

Ciasto drożdżowe na pączki
Ciasto drożdżowe na pączkiFot. Agata Kalińska/Gazeta.pl

Jeśli chcecie, możecie je nadziać na tym etapie - zrobić placek, naładować nadzienia, złączyć brzegi ciasta i wszystko to uformować w kulę. Ja jednak nadzieję po smażeniu, szprycą do ciastek. Teraz daję pączkom 20-30 minut, żeby znów podrosły.

Godz. 15.20 Teraz zaczyna się moja ulubiona część. Rozgrzewanie smalcu. Pytacie, czy śmierdzi? Owszem, śmierdzi. Jak pączkarnie osiągają ten zniewalający zapach, który przyciąga do nich wygłodniałych klientów w promieniu kilometra? Nie wiem.

Poza zapachem smalec ma jeszcze jedną wadę. Bardzo trudno utrzymać temperaturę. A ta powinna oscylować wokół 175 stopni. Będzie za wysoka - pączki się spalą. Za niska - nie usmażą się jak należy i nasiąkną tłuszczem. Tu bez termometru kuchennego się nie obejdzie. Sęk w tym, ze smalec rozgrzewa się powoli. Wydaje się, że to trwa wieki. Aż nagle przeskakuje na ponad 200 stopni. Więc trzeba go schłodzić. To również trwa wieki. W końcu uda się wyczuć drania, ale jest to zadanie dla cierpliwych i nie dających się przeciwnościom.

Godz. 15.40 Można smażyć. Ładuję pączki partiami, żeby mogły spokojnie i wygodnie pływać. Na złoto z obu stron, w praktyce zajmuje to około pięciu-sześciu minut.

Godz. 17.00 Trzydzieści pączków usmażonych, nadzianych konfiturą i polukrowanych. Pięć godzin bujania się z drożdżami. Chyba nieprędko to powtórzę.

Pączki
PączkiFot. Agata Kalińska/Gazeta.pl
Więcej o: