Rozgotowane pulpety, zielona brejka, no i to wciskanie jedzenia. Pamiętacie jedzenie w stołówce? Wspominamy

Jedzenie w szkolnych stołówkach to duże udogodnienie dla rodziców - inaczej bywa w przypadku dzieci. Rozgotowane pulpety czy (olaboga!) gulasz z serduszek to potrawy, które przez długie lata nie dają o sobie zapomnieć. Okazuje się, że dziś wcale nie jest lepiej - choć na szczęście nie wszędzie.

Jedzenie ze szkolnych stołówek to dla wielu osób prawdziwa zmora. Fakt, dzieci bywają wybredne, lecz i same potrawy nie zawsze zachęcają do zjedzenia nawet najbardziej wygłodniałych uczniów. A bywa i tak, że do jedzenia zostają wręcz zmuszani. Efekt często bywa natychmiastowy (ale pozostawimy go waszej wyobraźni), a nierzadko także długofalowy - wstręt do pulpetów, kotletów jajecznych, zielonej brejki zwanej szczawiową czy kaszanki (tak, ją też podaje się sześciolatkom), który ciągnie się za nami przez długie lata.

O takie wspomnienia zapytaliśmy redakcyjne koleżanki i kolegów. Niektórzy w stołówkach przeżyli prawdziwe piekło.

Jedzenie w stołówce.Jedzenie w stołówce. fot. shutterstock.com / Varts

Potrawka z kurczaka wyglądająca, jakby kot ją zwrócił śni mi się do dzisiaj po nocach - koszmar

- napisała Iwona. Zaś Ola dodała:

Moje mrożące krew w żyłach wspomnienie sięga czasów przedszkola, gdzie podano nam serduszka kurze. Wywołało to lekką konsternację nawet u 5-6 latków. No bo jak to - serce się je?  Chyba większość odmówiła spożycia.
Pamiętam, jak kiedyś ktoś wpadł na genialny pomysł podania nam - sześciolatkom w przedszkolu - kaszanki z cebulą. Zwrotom nie było końca

- skomentował Kamil, a Kuba trafnie dorzucił: - Teraz byśmy się zabić dali za taką kaszankę.

LunchboxJedzenie do szkoły. Co zapakować dziecku do plecaka? Pomysły na przekąski w przerwie

Wygląda jednak na to, że nie same potrawy sprawiały najwięcej problemów. Nierzadką praktyką w przedszkolach czy podstawówkach było zmuszanie uczniów do jedzenia. Czasem wiązało się ono z naprawdę kreatywnymi sposobami na wciśnięcie potrawy dziecku. Swoim makabrycznym (chyba nie ma co przebierać w słowach) wspomnieniem podzieliła się Patrycja.

Moja przedszkolna historia była taka, że pomoc nauczyciela wrzucała mi drugie danie do zupy, bo za wolno jadłam. Także pamiętam naleśniki z serem i jogurtem truskawkowym w zupie szczawiowej.
Zobacz wideo Domowe tortille z bobem i awokado [HAPS KIDS]

Stołówki dziś - uczniowie dalej chowają kotlety za grzejnikami. Ale nie wszędzie

A jak to wygląda dziś? Czy sytuacja się nieco poprawiła, a obsługa stołówek - z pewnością też w oparciu o własne doświaczenia z podstawówki - serwuje dzieciakom bardziej zjadliwe potrawy? Na podstawie wypowiedzi rodziców z grup dyskusyjnych można stwierdzić, że posiłki i możliwości rzeczywiście są nieco lepsze niż kiedyś, jednak w dalszym ciągu są dalekie od ideału.

W szkołach państwowych dużym ograniczeniem jest budżet, dlatego nierzadko osoby przygotowujące jedzenie korzystają z tańszych produktów, często przetworzonych. Normą jest na przykład zupa pomidorowa z koncentratu lub - co gorsza - z proszku.

Jedzenie w stołówce.Jedzenie w stołówce. fot. shutterstock.com / Peryn22

Lecz nie same składniki w dalszym ciągu stanowią problem. Głównym powodem, dla którego dzieciaki ukradkiem chowają kotlety za grzejniki czy wylewają zupy do sedesów, jest przegotowywanie potraw. To sprawia, że są nie tylko nieapetyczne, lecz także pozbawione wartości odżywczych.

Redakcyjna koleżanka Patrycja opowiedziała nam też o innym problemie - wielkości porcji. Okazuje się, że nie każdy uczeń wychodzi najedzony, nawet jeśli potrawy są smaczne.

- W szkole, w której uczyłam kilka lat temu były tak małe porcje, że młodzież wychodziła ze stołówki głodna. Uczyłam w gimnazjum, mieliśmy głównie klasy sportowe.

Chłopcy w wieku dojrzewania, którzy mieli codziennie 2 godziny treningu, dostawali tak małe porcje, że nie było opcji się tym najeść. Panie z kuchni odmawiały dokładek, a jeśli już, to ostatecznie zgadzały się na dokładkę ziemniaków. Mała miseczka zupy wyglądała dość smutno w rękach dość rosłych młodych sportowców.

- Z tego, co pamiętam, interweniował pedagog - dodała Patrycja. - Uczniowie mu zgłosili, że porcje są małe, panie niemiłe i żałują jedzenia. Po piśmie od pedagoga sytuacja się trochę poprawiła.

To oczywiście nie dotyczy wszystkich szkół. Są i takie, w których uczniowie z chęcią zmierzają do stołówek na długiej przerwie. I nie mówimy tu wyłącznie o prywatnych placówkach. O swoich doświadczeniach opowiedziała nam pani Viola, mama uczennicy warszawskiej podstawówki.

- Przyznam, że mieliśmy niezwykłe szczęście, trafiając do państwowego przedszkola, które kładło bardzo duży nacisk na zdrową i różnorodną dietę, więc idąc do szkoły, wysoko postawiliśmy poprzeczkę - mówi. - Z mężem jesteśmy od 20 lat pescowegetarianami, a nasza córka odżywia się w ten sposób od urodzenia. W przedszkolu więc donosiliśmy jej jedzenie, np. wegetariański kotlet, naleśnik itp.

W szkole przeżyliśmy lekki szok, gdy okazało się, że jedzenia donosić trzeba więcej. Pierwszy raz poczuliśmy się naprawdę wykluczeni.

Wege konta mięsoOna nie je mięsa. On "oprócz zupy, nie zje nic, co wegańskie". Da się pogodzić?

- Na szczęście w szkole udało nam się stworzyć komisję ds. żywienia i po pierwszym roku działania szkoły wspólnie z radą rodziców udało nam się wprowadzić do wyboru dietę wegańską, co uważam za ogromny sukces na skalę kraju, jeśli chodzi o szkoły państwowe.

- Szczerze mówiąc, nie znam żadnej szkoły, w której udałoby się wprowadzić choćby dietę wegetariańską, a co dopiero wegańską, więc taka możliwość to prawdziwy przełom w żywieniu publicznym. Mam wielką nadzieję, że więcej szkół pójdzie tym tropem i otworzy się na potrzeby dzieci oraz globalną potrzebę zmian - skwitowała pani Viola.

Jak więc widać - da się! Skoro można wprowadzić do stołówkowego menu opcję wege, można też wpłynąć na zarząd szkoły czy obsługę stołówki, by dania były lepszej jakości, a dzieciaki nie chowały jedzenia po kątach i nie wracały do domu głodne.

A wy, mieliście jakieś stołówkowe, mrożące krew w żyłach historie? Może udało się wam wpłynąć na to, co podaje się waszym dzieciom? Podzielcie się w komentarzach.

Więcej o: