Czy da się odróżnić polskie truskawki od zagranicznych? "Niuanse nie dają pewności". Najlepiej... zaczekać

Widzimy w sklepie czy na bazarku czerwoniutkie truskawki, które już z daleka kuszą nas, by je kupić. W końcu czekaliśmy na nie tyle czasu. W głowie zapala się jednak czerwona lampka. Czy to na pewno polskie? O ile kraj pochodzenia jest podany, to nie powinniśmy mieć wątpliwości. Ale co w sytuacji, jeśli tej informacji nie ma? Lub jeśli podejrzewamy, że trafiliśmy na nieuczciwego sprzedawcę? Tu zaczynają się schody.

Więcej nowości znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Truskawki polskie czy zagraniczne? Kraj powinien być podany

Wiosną rozpoczyna się długo wyczekiwany sezon truskawkowy. Na początku jednak próżno szukać polskich truskawek z gruntu. Te pojawiają się znacznie później. Nie oznacza to jednak, że owoców krajowych w ogóle nie ma. Są, ale jeszcze w niewielkich ilościach i pochodzą z upraw szklarniowych, które jednak nie są bardzo rozpowszechnione w Polsce. Stąd wiele osób zastanawia się, czy truskawki, które widzą w sklepach lub na targowiskach, rzeczywiście są polskie? Jak odróżnić truskawki krajowe od zagranicznych i nie dać się nabić w butelkę? O pomoc w odpowiedzi na te pytania poprosiłam ekspertki z Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego oraz z Polskiego Stowarzyszenia Producentów i Przetwórców Owoców.

Zobacz wideo Plama z truskawek na ubraniu? Podpowiemy, jak ją usunąć

Agnieszka Bielenin z Zakładu Promocji i Upowszechniania Instytutu Ogrodnictwa - PIB zauważa, że obecnie obowiązujące przepisy nakładają na sprzedawców obowiązek informowania o tym, z którego kraju pochodzi produkt. Na stronie gov.pl czytamy między innymi, że:

"Przepisy unijne wprowadzają wymóg wskazywania pochodzenia produktów, kluczowych z punktu widzenia konsumenta, takich jak:

  • świeże owoce i warzywa,
  • wołowina i cielęcina (konieczność podawania kraju urodzenia, chowu, uboju i rozbioru),
  • ryby i owoce morza,
  • miód,
  • wino (obowiązek wskazania miejsca wytworzenia wina),
  • oliwa z oliwek (najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia i z pierwszego tłoczenia),
  • jaja (nadruk symbolu literowego kraju pochodzenia),
  • drób importowany spoza UE,
  • pakowane świeże, schłodzone, zamrożone mięso ze świń, kóz, owiec i drobiu (kaczki, gęsi, kury, indyki),
  • a także produkty ekologiczne".

Truskawki zatem jak najbardziej podpadają pod tę kategorię. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy brakuje takiej informacji (a zapytany sprzedawca nie wie lub nie jesteśmy pewni, czy mówi prawdę) lub mamy wątpliwości, czy podana faktycznie jest prawdziwa? Tu sprawa się komplikuje, ponieważ, jak dowiedziałam się od ekspertek z obu organizacji, odróżnienie polskich truskawek od zagranicznych jest praktycznie niewykonalne.

Jak rozpoznać polskie truskawki? Termin i cena, ale konsumenta łatwo oszukać

- Generalnie jest to bardzo trudne. Podstawowym wyznacznikiem jest przede wszystkim termin, w którym truskawki kupujemy. Polskie truskawki z tunelu to pierwsza połowa maja. Z kolei truskawki z pola pojawiają się pod koniec maja lub na początku czerwca - tłumaczy Aneta Koter z Polskiego Stowarzyszenia Producentów i Przetwórców Owoców. Co jednak ze szklarniowymi?

Szklarni truskawkowych jest w Polsce bardzo mało. Budowa szklarni i jej utrzymanie to miliony złotych w skali roku. Mało kogo na to stać. Jest farma owocowa OVOC, która produkuje truskawki w szklarni. Dopiero zaczynają zbiory, a z tego co kojarzę, byli w tym roku pierwsi. Więc wszystkie truskawki, które pojawiają się w tym czasie, pochodzą z zagranicy

- tłumaczy.

Drugi wyznacznik, który może nas trochę wspomóc, to cena. - Cena tych truskawek [ze szklarni - przyp. red] jest wysoka. To około 30 zł/kg. Truskawki z importu są tańsze, kosztują ok. 15 zł/kg - dodaje Aneta Koter i dzieli się radą, która może nie spodobać się niecierpliwym.

Niestety konsumenta łatwo oszukać. Dlatego chyba najlepiej poczekać, bo przy wysokiej podaży krajowych truskawek uspokaja się ściąganie ich z zagranicy.

Czy można odróżnić truskawki polskie od zagranicznych? "Niuanse nie dają pewności"

Zdanie ekspertki z Polskiego Stowarzyszenia Producentów i Przetwórców Owoców podziela Agnieszka Bielenin z Instytutu Ogrodnictwa PIB. - To niezwykle trudne do rozstrzygnięcia - przyznaje. 

Odróżnienie owoców krajowych od importowanych jedynie na podstawie wyglądu wydaje się w zasadzie niemożliwe

- zaznacza. Czasem można spotkać się z poradami, aby ocenić wygląd szypułki - czy jest oklapnięta, czy wygląda świeżo - i na tej podstawie wysnuwać wnioski. Zdaniem ekspertki to też nie da nam jednak stuprocentowej gwarancji, że owoce, które kupujemy, rzeczywiście są z Polski.

Można doszukiwać się pewnych niuansów w jędrności skórki, świeżości szypułki czy pełności smaku, ale i te działania nie dają pewności.

Jeżeli więc chcemy mieć pewność, że kupujemy truskawki krajowe, pozostaje nam zastosować się do rady przedstawicielki PSPiPO. I po prostu uzbroić się w cierpliwość.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.