"Ciocia przemycała do pokoju lody w biustonoszu. Ale surówki były cool"

Jak wygląda jedzenie w sanatorium? Kto był, ten wie, kto nie był, pewnie nie przemycał słodyczy lub innych "zakazanych" rzeczy do pokoju. Prawda jest taka, że nie każdy wybiera się do sanatorium, by zażywać odpoczynku i rekreacji zdrowotnej. "Od tamtej pory kocham marchewkę" - wspomina nasza rozmówczyni.

Jak wygląda jedzenie w sanatorium? Chciałabym napisać, że normalnie, ale to będzie duży eufemizm, żeby nie napisać - nadinterpretacja. Mam wśród swoich najbliższych dużo osób, które często korzystają z turnusów dla kuracjuszy - jedni wybierają sanatoria nad morzem, inni zaś w górach. Jak wygląda jedzenie w sanatoriach? Nawet nie spodziewacie się, jakie są różnice. 

Zobacz wideo

"Mam chore kolana, w życiu nie rzuciłam się tak na kanapki"

Znajoma męża babci, pani Jola, od lat jeździ do sanatorium nad morze. Miała trudne życie - córka z mózgowym porażeniem dziecięcym, mąż po udarze, który przedwcześnie zmarł i teściowa z piekła rodem. Byłam u niej ostatnio na kawie. Dopiero po sześćdziesiątce poznała, czym jest życie, a takich kanapek podobno nigdy nie jadła.

Czy zwykły chleb z szynką i ogórkiem może wprawić człowieka we wzruszenie? Nie miałam pojęcia, że zwykłe kanapki mogą mnie wprawić w taki stan. Nawet majonezu nie żałowali - jak Miecio żył, to musieliśmy oszczędzać. Aż się w lusterku przeglądałam, jak majonez mi zostawał w kącikach ust. 

Z kolei moja ciocia, która niestety genetycznie ma problemy ze stawami, często bywa w sanatorium. Jej wspomnienia są jeszcze ciekawsze. Okazuje się, że kuracja w sanatorium przypomina trochę obóz lub kolonie. Jedzenie, jak wspomina ciocia Zosia (imię zmienione), było dość smaczne. Na śniadanie był zazwyczaj szwedzki stół, pieczywo do wyboru, pszenne lub żytnie. Dużo warzyw, jajecznica i kiełbaski lub parówki. Jednak ciocia wspomina najlepiej to, że wszystko było ciepłe. 

W końcu odpoczęłam. Nie musiałam wstawać przed szóstą, żeby zrobić śniadanie. Ktoś w końcu zrobił je dla mnie. Masaże były bolesne, ale ciepłe kiełbaski wspominam do tej pory. Od tamtej pory kocham marchewkę. Nie wiedziałam, że może być taka pyszna

Jak ciotka to przeczyta, to się pogniewa. Ale byłyśmy na lodach. Przy recepcji wypadły jej spod bluzki

Sanatorium to oczywiście nie jest miejsce, gdzie można wyznawać zasadę "hulaj dusza, piekła nie ma". Nie każdy jednak ma wpojoną taką zasadę. Oczywiście nie ma w sanatorium tak zwanej godziny policyjnej, ale przecież do takich miejsc udają się ludzie, którzy pragną w jakiś sposób poprawić swoje życie i zdrowie. I jest także moja kolejna ciocia, która wyjazd do sanatorium traktowała jako wyjazd rekreacyjny. 

Córciu, tylko nie mów nikomu, ale w pierwszym tygodniu pobytu w sanatorium ciocia zrobiła głupotę. Bo wiesz, nie jemy glutenu, a chciałyśmy kupić sobie lody. To wzięłyśmy je do pojemniczka i jak chciałyśmy się zameldować, cioci wypadły spod biustonosza

-ciociu przepraszam, ale musiałam...

Żadna surówka się nie powtórzyła, kasza była pyszna, a zupa najlepsza

Moja mama wspomina jedzenie w sanatorium jako naprawdę dobre i co ważne - niepowtarzalne. Była tam dwa tygodnie i podobno żadnego dnia nie powtórzyło się żadne danie. Prawdą jest jednak to, że była w prywatnym sanatorium nad morzem. Razem z ciocią poprosiły o dietę bezglutenową - ciocia cierpi na celiakię, a powód wyboru diety był jasny. Moja mama nie chciała siedzieć z kimś obcym przy stole. Zupę pomidorową i bezglutenowy krupnik wspominają do dziś. Można? Można. 

Asiu, wujek Waldek nie przyjedzie na wesele - jedzie do Władysławowa na placki ziemniaczane

Tak. Nie żartuję. Wujek wybrał sanatorium, które było blisko jego ulubionej restauracji we Władysławowie, żeby zjeść placki ziemniaczane, rezygnując na ich rzecz z uroczystości rodzinnej. Jak wiadomo, jedzenie w sanatorium to nie tylko to, co serwuje stołówka, lecz także turystyka kulinarna i nowe doświadczenia.

Jakie zatem jest jedzenie w sanatorium? Myślę, że pyszne. Wierzę w opowieści cioć i wujków. Warto jednak wiedzieć, że sanatorium to nie obóz rekreacyjny. Tam jedzie się odpocząć, to jasne, lecz także naprawić swoje zdrowie. Przemycanie lodów w biustonoszu lub ciasteczek pod koszulką nie jest rzeczą godną pochwały.

Trzeba wiedzieć o ważnej rzeczy. Jedzenie w sanatoriach to tak naprawdę nasz własny wybór, przynajmniej w pewnej kwestii. Zazwyczaj jedzenie serwowane w sanatoriach to jedzenie lekkostrawne, jednak jeśli stosujemy dietę wegańską, wegetariańską, lub tak jak moja mama i ciocia - bezglutenową, trzeba liczyć się z dodatkowym kosztem. Za dietę bezglutenową za dwa tygodnie, mama i ciocia musiały dopłacić po 150 zł.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.