Obszerne informacje o gładzicy, bo o tej rybie mowa, można znaleźć na stronie naturalniebaltyckie.pl. Dowiadujemy się stamtąd, że obok flądry i turbota to najpowszechniej występująca w Morzu Bałtyckim płastuga. Należy też do tego samego rzędu - ryb flądrokształtnych. Ma spłaszczone ciało i oczy po prawej stronie głowy. Gładzica pokryta jest drobnymi, przylegającymi łuskami. W wodach południowego Bałtyku może osiągać nawet 45-50 cm długości. Jest rybą długowieczną. Średnio żyje do 12 lat, ale istnieją przypadki, gdy osobnik dożywał 50!
Gładzica ma sporo zalet. Może uchodzić za lepszą od flądry, ponieważ ma mniej ości (które na dodatek można usunąć niemal jednym ruchem ręki), a jej mięso jest delikatniejsze w smaku. Ponadto, mimo że zalicza się do ryb morskich, jest chuda i niskokaloryczna - ma 86 kcal. Nie trzeba jej długo przygotowywać, wystarczy krótka obróbka, by gładzica zachwyciła podniebienie. Dobrze nadaje się zarówno do pieczenia i grillowania, jak i duszenia czy smażenia. W związku z tym, że ma zwarte mięso, nie rozpada się na patelni i nie wysusza w piekarniku.
Mięso gładzicy można doprawiać wedle uznania, ale wiele mu nie potrzeba. Wystarczą nawet najzwyklejsze przyprawy, jak pieprz i sól, a do tego odrobina soku z cytryny, by dobrze smakowała. Jeśli wolisz nieco intensywniejsze aromaty, możesz użyć np. tymianku, majeranku, rozmarynu, a nawet odrobiny chili i imbiru.
Gładzica, podobnie jak inne ryby, dostarcza naszemu organizmowi wielu cennych składników odżywczych. Jest źródłem pełnowartościowego białka oraz wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Jej mięso jest bogate w witaminy: A, B12 oraz D. Czerpiemy z niej również fosfor, selen i wapń. Jest odpowiednia dla osób na diecie ze względu na wspomnianą wcześniej niewielką liczbę kalorii.