Najlepsze, bo domowe. Przepis na róże karnawałowe opanowałam do perfekcji
Najlepsze, bo domowe. Przepis na róże karnawałowe opanowałam do perfekcji
REKLAMA
Joanna Szumilas - Głowacka
Karnawał w tym roku kończy się dość szybko, bowiem Popielec wypada w tym roku już 18 lutego. Na szczęście po drodze jest jeszcze tłusty czwartek i z tej okazji postanowiłam trochę poćwiczyć robienie domowych słodkości. Wzięłam się za róże karnawałowe i muszę przyznać, że wyszły tak pyszne, że aż sama byłam zaskoczona.
Joanna Szumilas-Głowacka, Haps.pl
REKLAMA
REKLAMA
Karnawał to nie tylko czas imprez, potańcówek i spotkań ze znajomymi. To także czas, kiedy pozwalamy sobie na więcej - zajadamy się więc różnymi słodkościami, a najważniejszym dniem karnawału jest oczywiście tłusty czwartek. W tym roku wypada dość szybko, więc to już ostatni dzwonek, żeby przetestować przepisy na domowe słodkości. Pączki i faworki mam za sobą - zrobiłam je już jakiś czas temu. Ostatnio więc wzięłam się za róże karnawałowe i muszę przyznać, że wyszły naprawdę pyszne. Delikatnie kruche i jednocześnie puszyste, ciasto zagniatało się bardzo łatwo, nie uciekało spod wałka, a podczas smażenia nie rozpadła się ani jedna różyczka. Jak je zrobiłam? W przepisie, który miałam jeszcze od babci, zmieniłam dwie rzeczy - dodałam troszkę proszku do pieczenia, a spirytus zamieniłam na ocet.
REKLAMA
Zobacz wideo Zrobiłam pączki na opak. Tak robiła je moja babcia
Składniki na róże karnawałoweJoanna Szumilas-Głowacka, Haps.pl
Zrobiłam domowe róże karnawałowe. Wyszły tak pyszne, że babcia byłaby dumna
Składniki:
3 szklanki mąki - u mnie była tortowa;
5 kopiastych łyżek kwaśnej śmietany;
5 żółtek i 1 całe jajko;
szczypta soli;
2 łyżki ocieplonego masła;
łyżeczka proszku do pieczenia;
2 łyżki octu spirytusowego;
3 łyżki cukru pudru + do oprószenia;
konfitura - u mnie akurat była malinowa;
olej do głębokiego smażenia.
Puszyste róże karnawałowe - sposób wykonania:
Zanim zabrałam się za przygotowanie ciasta, wyjęłam z lodówki śmietanę, żeby nabrała temperatury pokojowej. Wyjęłam także masło i oddzieliłam żółtka od białek - białka jeszcze mi się przydały.
Kiedy śmietana lekko się już ociepliła, wyjęłam sporą miskę i przesiałam do niej mąkę. Dodałam proszek do pieczenia i dokładnie wymieszałam. Następnie dodałam cukier puder, masło, dołożyłam śmietanę i ocet i zabrałam się za zagniatanie.
Ciasto zagniotłam energicznie i kiedy dało się uformować w kulkę, kilka razy z całej siły uderzyłam nią o blat, by ciasto odpowiednio się napowietrzyło. Następnie podzieliłam je na dwie części i jedną z nich rozwałkowałam na możliwie jak najcieńszy placek.
Przygotowałam trzy szklanki o różnej średnicy: 10 cm, 7 cm i 5 cm. Z ciasta wycinałam okręgi i każdy z nich ponacinałam kilka razy, by podczas smażenia ciasto układało się w charakterystyczny kształt.
Środek większych okręgów smarowałam białkiem, następnie położyłam średni okrąg i lekko docisnęłam. Środek ponownie posmarowałam białkiem i docisnęłam najmniejszy kawałek. Kółka z ciasta układałam tak, by nacięcia nie nachodziły na siebie.
W garnku rozgrzałam ponad litr oleju rzepakowego (babcia smażyła zwykle na smalcu, ale akurat nie miałam wystarczającej ilości) i kiedy był już dostatecznie gorący, rozpoczęłam smażenie. Partiami wrzucałam róże - po 5. Smażyłam z obu stron, aż uzyskały piękny, złotobrązowy kolor.
Po usmażeniu położyłam róże na ręczniku papierowym i kiedy odciekły z nadmiaru tłuszczu, na środku każdej różyczki położyłam łyżeczkę gęstej malinowej konfitury i obsypałam cukrem pudrem. Z ogromną przyjemnością patrzyłam, jak znikają z talerza jedna za drugą.