Spróbował jedzenia w zoo w Gdańsku. Dla ryby nie miał litości. "Czegoś takiego jeszcze nie widziałem"

Dymitr Błaszczyk z kanału Sprawdzam Jak postanowił przekonać się, co do zaoferowania mają polskie ogrody zoologiczne. Odwiedził więc zoo w Gdańsku. Pod uwagę przy ocenie wziął również jedzenie z tamtejszych punktów gastronomicznych. Choć na początku zapowiadało się, że będzie całkiem nieźle, to późniejszy obiad wszystko popsuł. "Czegoś takiego to ja w swoim życiu nie widziałem" - skomentował, gdy spróbował panierowanej ryby. Z zupą pomidorową i karkówką wcale nie było lepiej.

Więcej treści kulinarnych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

W gdańskim zoo znajduje się kilka punktów gastronomicznych, które serwują różnego rodzaju przekąski i potrawy. Są to między innymi frytki, lody czy dania obiadowe. Dymitr Błaszczyk postanowił przetestować po kolei kilka z nich.

Przetestował jedzenie w zoo w Gdańsku. Zaczęło się obiecująco

Zaczął od miejsca, w którym można kupić frytki, hot dogi i zapiekanki. Najpierw zwrócił uwagę na ceny, które uznał za niewygórowane: małe frytki kosztowały 11 zł (100 g), duże 18 zł (180 g), zwykły hot dog (bułka, parówka i sos) 12 zł, a bagietka z sosem pomidorowym i mozzarellą 13 zł. To tylko niektóre z przekąsek, które można kupić w tym punkcie.

Youtuber zamówił frytki, od których zaczął test, a także bagietkę i hot doga. "Smakują tak, jak moglibyście sobie to wyobrazić, będąc w zoo" - stwierdził i dodał, że w tego typu punktach gastronomicznych frytki zazwyczaj mają podobny smak.

Nawet są niezłe. Dosyć świeże. (...) Tragedii nie ma.

Potem przyszła pora na spróbowanie hot doga. Co do tej przekąski miał jednak mieszane uczucia. "Bułka fajna, niesamowicie chrupka, delikatna. Całkiem świeża. Parówka niedobra. Ale mi w ogóle parówki średnio smakują" - powiedział. Na koniec zjadł bagietkę podaną w formie zapiekanki. "Cieplutkie, chrupiące..." - zaczął, a po pierwszym kęsie dodał: "Nie bardzo rozumiem, o co chodzi w tej pozycji. Trochę mozzarelli zalanej keczupem. Ale tragedii nie ma".

 

Później Błaszczyk zatrzymał się w kawiarni na kawę i lody. Wybrał dwa smaki: śmietankowe oraz sorbet mango-marakuja. Za wszystko, razem z kawą, zapłacił 25 zł. "Po raz kolejny dosyć niedrogo" - stwierdził. A jak ze smakiem? Niestety, pod tym kątem lody wypadły gorzej. 

Dużo cukru, mało śmietanki. Jak na lody naturalne, to słabe. (...) Patrzymy mango-marakuja. Bardzo dużo mango, czuć mocno, że to zostało przygotowane z czegoś a'la pulpa. Sorbet bardzo dobry, śmietanka średniawka.

Kawa bardziej przypadła mu do gustu. "Bardzo mocna, esencjonalna, intensywna. Jestem średnim kawoszem, natomiast ta tutaj... Dosyć mocna, ale dobra" - przyznał.

Zobacz wideo Zobacz, jak zrobić chrupiącą rybę z sosem tatarskim [PRZEPIS]

Zamówił zupę pomidorową i rybę w zoo. "Czegoś takiego w życiu nie widziałem"

Na koniec swojej wizyty w zoo youtuber poszedł na obiad. Wybrał zupę pomidorową, rybę panierowaną z frytkami, rumsztyk z ziemniakami oraz karkówkę w sosie z kaszą gryczaną. Już pierwsze danie zwiastowało, że dobrze nie będzie.

Straszna chemia. Przecier pomidorowy... Bardzo złej jakości. Obrzydliwie słodkie. (...) Mamy do czynienia z bardzo złą pomidorową.

Potem Błaszczyk zabrał się za jedzenie fish and chips zrobione z filetu z mintaja. Po przekrojeniu ryby nie mógł uwierzyć własnym oczom. 

Tak napakowanej w panierkę ryby jeszcze nie widziałem

- powiedział, pokazując do kamery odkrojoną końcówkę dania, która powinna być rybą w panierce, a był po prostu samą, pustą panierką. Reszta potrawy wyglądała jednak lepiej. "W środku mamy więcej tej ryby, ale ta panierka na początku to dramat" - stwierdził. Smak też jednak Błaszczyka nie zachwycił. Porównał rybę do paluszków rybnych, które stoją od dłuższego czasu. "Bardzo słabe. A frytki smażone są na starym oleju. Wydaje się, że mintaj jest z tego wszystkiego najlepszy, choć to po prostu duży paluszek rybny" - podsumował.

Youtuber zjadł jeszcze rumsztyk i karkówkę. Pierwsze danie uznał za "jadalne, ale nie jadalne ze smakiem". Docenił, że w rumsztyku było dużo mięsa, a mało panierki, ale nie spodobał mu się roztopiony na wierzchu ser. Do gustu nie przypadły mu też ziemniaki. Z kolei karkówce oberwało się jeszcze bardziej. O ile kasza gryczana mu zasmakowała, o tyle dla mięsa i sosu nie miał litości. 

No niedobre... (...) Zalane jest dość tłustym sosem, (...) bardzo mocno czuć, że to nie jest świeże. Jest żylasta i gumowa.

Na koniec, już wychodząc z zoo, Dymitr Błaszczyk stwierdził, że jest zszokowany, że ludzie są w taki sposób karmieni. Jak zatem wynika z jego relacji, gastronomia w gdańskim ogrodzie zoologicznym ma kilka mocnych punktów (np. kanapki), ale wiele przetestowanych przez youtubera pozycji (przede wszystkich obiadowych) woła o pomstę do nieba. Błaszczyk pozytywnie jednak ocenił ceny. Jego zdaniem w skali całej Polski są naprawdę przyzwoite, co mocno go zaskoczyło przy obecnej inflacji i rosnących kosztach życia.

Poprosiliśmy zoo w Gdańsku o komentarz dotyczący recenzji youtubera. Czekamy na odpowiedź.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.