W Japonii owoce są nie tylko częścią diety, lecz także ważnym elementem kultury, estetyki i gościnności. Podaje się je w szkołach, ryokanach (zajazdach lub hotelach), restauracjach, a nawet w kanapkach. Ich cena bywa wysoka, bo traktowane są jako luksusowy produkt, a uprawa, jako sztuka. Różnice w podejściu do owoców świetnie pokazali Krystian i Sakino, polsko-japońska para mieszkająca w Japonii. Na swoich mediach społecznościowych @ponichicouple opublikowała film porównujący sposób jedzenia jabłka w kraju kwitnącej wiśni i w Polsce. Efekt? Zaskoczenie, śmiech i lawina komentarzy.
W wersji japońskiej jabłko często trafia najpierw do lodówki, ponieważ schłodzone wydaje się świeższe, bardziej chrupiące i soczystsze w smaku. Następnie jest myte, osuszane, krojone w cząstki, obierane ze skórki i podawane z wykałaczkami. Dzięki takiej formie wydaje się wygodniejsze do wspólnego podjadania. Natomiast w polskiej codzienności dominuje spontaniczność. Często je myjemy, albo po prostu wycieramy w koszulkę i wgryzamy się w cały owoc. Używa się również metody: "po plasterku prosto z noża".
Pod filmem pojawiła się lawina komentarzy, które pokazały, że jabłko potrafi wzbudzić prawdziwe emocje. Wielu internautów uznało, że japoński sposób wcale nie jest im obcy i znają go jeszcze z domów rodzinnych. Inni bronili polskiej szkoły, gdzie owoc zjada się ze skórką albo kroi cienkie plasterki nożem. Były też głosy z przymrużeniem oka, pokazujące, że dla wielu z nas "mycie" to przesada.
Sposób japoński dziwnie mi znany z mojego polskiego domu rodzinnego, babcia tak zawsze robiła.
Prawdziwy Polak wytarłby w koszulkę i zjadł z ogryzkiem.
Polska to powinno być odkrajanie nożem po plasterku jabłka ze skórą i jedzenie z noża.
To nie prawdziwy Polak, umył jabłko, zamiast po prostu wytrzeć o bluzkę
- czytamy pod filmem. Dyskusja pokazała, że choć granice kulturowe wydają się oczywiste, w praktyce metody przenikają się od lat. Jedni wolą estetyczne ćwiartki w misce, inni prostotę i spontaniczność w jedzeniu.