Śliwki są zdecydowanie jednymi z najpyszniejszych sezonowych owoców. W moim rodzinnym domu zawsze jest ich pod dostatkiem, ponieważ sąsiedzi są sadownikami i zawsze chętnie się dzielą zbiorami. Zwykle z mamą robimy powidła, śliwki w occie, syropie lub nadwyżkę mrozimy, ja jednak ostatnio postanowiłam wypróbować przepis na... no właśnie, ni to bułeczki, ni to placuszki, a coś pomiędzy. Ciężko odpowiednio je nazwać, więc niech będą to bułko-placki ze śliwkami.
W domu miałam wszystkie potrzebne składniki, oprócz odpowiedniej ilości mąki. Uzupełniłam ją mąką migdałową, która świetnie się sprawdziła. Na specjalne życzenie siostry zrobiłam pół miski kruszonki, a pokrojone śliwki wymieszałam z cukrem waniliowym i sporą ilością cynamonu. Bułeczki były gotowe ekspresowo, podczas pieczenia urosły i apetycznie się zarumieniły. Wyszły tak pyszne, że nikt nie chciał czekać, aż porządnie ostygną. Od rodziców dostałam bojowe zadanie - robić je codziennie aż do końca sezonu na śliwki.
Składniki:
Zaczęłam od przygotowania śliwek. Owoce umyłam i osuszyłam ręcznikiem papierowym. Następnie przekroiłam je na pół i usunęłam pestki. Później pokroiłam je w plastry i włożyłam do miski. Dodałam łyżkę cukru waniliowego oraz łyżkę cynamonu. Dokładnie całość wymieszałam i odstawiłam na kilka minut, by cukier i cynamon wyciągnęły soki.
W tym czasie przygotowałam kruszonkę według doskonale znanych proporcji. 50 gramów zimnego masła pokroiłam na kawałki, dodałam 100 g mąki i 50 g cukru. Całość zagniotłam i pokruszyłam w dłoniach. Wyszła mi dość miałka, ale to nie szkodzi.
Do większej miski włożyłam twaróg i lekko go rozgniotłam tłuczkiem. Następnie dodałam jajka, erytrytol i esencję waniliową i zaczęłam zagniatać. Następnie stopniowo dodawałam mąkę pszenną wymieszaną z proszkiem do pieczenia i na koniec mąkę migdałową.
Zagniotłam ciasto (były w nim wyraźne niewielkie grudki twarogu, ale tak właśnie miało być) i przygotowałam blaszkę wyłożoną papierem. Zwilżyłam dłonie w oleju i odrywałam z masy niewielki fragmenty. Każdy kawałek uturlałam w dłoniach i rozpłaszczyłam na placki o grubości ok. 2 cm. Na środku każdego z nich położyłam po dwa, jeśli mniejsze to trzy kawałki lśniących od soku śliwek i obficie posypałam kruszonką.
Piekarnik nagrzałam do temperatury 180 stopni. Bułeczko-placuszki piekłam przez pół godziny i po upieczeniu od razu ściągnęłam z blachy. Wyniosłam je na taras, żeby ostygły, ale nie zdążyły - zapach przyciągnął łakomych domowników.