Chciała kupić w Biedronce banany w promocji. "Za drugim razem nawet pustych kartonów nie było"

Trwa bitwa cenowa między Lidlem a Biedronką. Ten drugi sklep, by przyciągnąć jak najwięcej klientów, o promocjach zaczął też intensywnie informować smsowo. Jedna z naszych redaktorek przyznaje, że dwukrotnie próbowała kupić reklamowane przez Biedronkę banany. "Za drugim razem nawet pustych kartonów nie było" - mówi z rezygnacją.

Biedronka i Lidl nie przestają rywalizować o klientów. Zarówno jeden, jak i drugi sklep gwałtownie obniżyły ceny produktów. Nasza redaktorka sprawdziła w Lidlu, czy rzeczywiście jest tak tanio. Za całkiem słuszne zakupy zapłaciła nieco ponad 42 zł. Kupiła: jajka, trzy opakowania kasz, herbatę, sok, płatki, masło, jogurt naturalny, serek wiejski, olej rzepakowy, makaron, banany, musztardę, mąkę, dwie tabliczki czekolady oraz cukier.

Przyznaje, że była zaskoczona tak niską kwotą. Najbardziej zdziwiła ją cena masła, za które zapłaciła 3,69 zł. "Nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam je tak tanio" - zastanawia się.

Zobacz wideo Internt huczy od niskich cen w sklepach. Sprawdziliśmy to

Kuszą klientów SMS-ami. "Za drugim razem nie było nawet pustych kartonów"

Niskie ceny krzyczą do klientów nie tylko wtedy, gdy ci są już w sklepie. Najpierw trzeba ich przecież jakoś zachęcić, by w ogóle przyszli. Biedronka rozsyła więc SMS-y, w których informuje o aktualnie trwających promocjach i ich warunkach. Początkowo zrobiła się z tego niezła afera, bo sieć nie tylko pisała, ile co kosztuje w jej sklepach, lecz także porównywała swoje produkty z tymi z Lidla, podkreślając, że u konkurencji jest drożej. Głos zabrała wówczas przedstawicielka Lidl Polska, Aleksandra Robaszkiewicz. 

Rozpowszechniane informacje o cenach wybranych produktów w sieci Lidl Polska są nieprawdziwe i wprowadzają konsumentów w błąd.

Na Next Gazeta.pl informowaliśmy również o tym, że skargi na sms-owe działania Biedronki zaczęły też wpływać do UOKiK. "Otrzymujemy skargi konsumentów na wiadomości wysyłane przez Jeronimo Martins Polska i je analizujemy wyłącznie pod kątem możliwości naruszenia zbiorowych interesów konsumentów" - dowiedzieliśmy się wtedy z biura prasowego.

W najnowszych SMS-ach Biedronki nie ma już porównań z Lidlem, ale wciąż sieć zapewnia, że oferowana cena jest "najniższa na rynku". Jeszcze niedawno kusiła boczkiem, który kosztował 1,79 zł za 100 g. Dyskont zachęcał też do zakupu w promocyjnej cenie wody mineralnej, kremu do smarowania i słodyczy. Za każdym razem dodając, że to najniższa cena.

Prawdziwym hitem okazały się jednak banany. Jedna z naszych redaktorek dwukrotnie dostała SMS-a, w którym Biedronka informowała, że owoce w określonym terminie można kupić taniej. Najpierw za 3,39 zł za kilogram, a potem "banany premium na wagę" za 3,25 zł/kg. Niestety nie miała szczęścia.

Dwa razy próbowałam. Za drugim razem nie było nawet pustych kartonów

- mówi z żalem.

Warto jednak zauważyć, że nie wiadomo, jak dużo towaru trafia na przecenę. Jak czytamy w internetowym wydaniu Gazety Pomorskiej, zdarza się, że produkty w promocji szybko znikają. Klienci, skuszeni otrzymaną informacją, przychodzą do sklepu i kupują je już w normalnej cenie. "To znany chwyt marketingowy" - przekonuje serwis.

Ceny w Lidlu i w Biedronce. Wszyscy są zaskoczeni. "Gdzie jest granica?"

Nawet eksperci przyznają, że są zdezorientowani tym, co dzieje się między Lidlem a Biedronką. - Zastanawiam się nie nad tym, co się dzieje, bo to wygląda już na klasyczną wojnę cenową, ale nad tym, do czego to prowadzi. Myślę, że zarówno Biedronka, jak i Lidl ma biznes dosyć dobrze policzony i nie chce mi się wierzyć, żeby obie strony wchodziły w takie potyczki dla samego faktu potykania się i przebijania się o 1, 5 czy 10 groszy. (...) Raczej mam wrażenie, że jest to kwestia zbalansowania koszyka - mówi w rozmowie z Next Gazeta.pl Marcin Kalkhoff, twórca BrandDoctor.pl, konsultant strategicznego zarządzania marką.

Specjalista zastanawia się, jak sytuacja się zakończy i kiedy do tego dojdzie. Jego zdaniem konsumenci zaczynają być tym poirytowani, bo dociera do nich, że byli oszukiwani. - Myślą sobie, że skoro to teraz kosztuje tyle, to oznacza, że byłem przez cały czas rąbany po kieszeni, kiedy to kosztowało drożej - tłumaczy. I dodaje, że trudno jest mu wyobrazić sobie, gdzie jest granica.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.