Najczęstsze błędy grzybiarzy. Śmiecenie nie jest najgorsze. "Aż bym go dzikiem poszczuł dla nauczki"

Jakie błędy popełniają grzybiarze? Lista jest dość duża, ale dziś skupimy się na najważniejszych i podstawowych, które zauważyli u innych znajomi leśnicy i mykofile. Okazuje się, że śmiecenie jest nagminne, ale wcale nie jest na szczycie niecnych przewinień. "Jak widzę takiego, to aż bym go dzikiem tresowanym poszczuł dla nauczki. Co on, w piłkę na wuefie nie grał?!"

Więcej ciekawostek grzybowych znajdziesz na naszej stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo

Wciąż w naszych wyobrażeniach sezon grzybowy zaczyna się z początkiem jesieni, ale prawda jest taka, że przecież cały rok możemy zbierać jadalne grzyby, niektóre nawet w styczniu. Tak czy inaczej, każda wyprawa do lasu lub w inne miejsce, gdzie możemy spodziewać się grzybów, powinna wzbudzić w nas pewną refleksję - to, że coś jest wspólne, czy też ogólnodostępne, nie znaczy, że jest niczyje. Niestety ludzie wciąż nie wiedzą, co robić i czego nie robić podczas wyprawy na grzybobranie i wiele czynności - niegroźnych z perspektywy większości, przynosi czasem długofalowe, opłakane skutki. 

Najczęstsze błędy grzybiarzy. Leśnicy załamują ręce, a mykofile ronią łzy

Jeśli chodzi o błędy, które popełniają grzybiarze, ale także osoby lubiące spacerować po lasach można śmiało wymienić choćby śmiecenie. Na szczęście w naszej świadomości dość mocno zakorzeniony jest zwyczaj, by to, co zabieramy ze sobą do lasu, wróciło razem z nami. Niestety, wciąż przykrym obrazkiem są puste butelki, puszki po konserwach, foliowe torebki, niedopałki, a nawet ubrania wyrzucone do leśnych rowów lub przykryte niechlujnie stosem gałęzi. Na szczęście w wielu miejscach leśnicy na bieżąco sprawdzają monitoring i "twórcy tej nieartystycznej instalacji" są pociągani do odpowiedzialności. Ale to nie wszystko.

Nie tylko śmieci. "Las to nie boisko"

Mieliśmy okazję porozmawiać z panem Grzegorzem, leśnikiem. Od lat widzi duży problem. Mogłoby się wydawać, że sprawa dotyczy niedoświadczonych grzybiarzy lub młodzieży, która idzie do lasu dać upust swojej energii. Okazuje się, że to karygodny błąd, który ma naprawdę przykre skutki dla leśnych ekosystemów. Chodzi o niszczenie starych, niejadalnych lub trujących grzybów.

Idą, biegają, widzą grzyby i urządzają zawody, który dalej kopnie. Niszczą grzybowiska, rozdeptują młode osobniki. Bo im nudno? Raczej nie dlatego, że obawiają się, że ktoś pomyli podgrzybka z muchomorem. Takiego to bym tresowanym dzikiem poszczuł dla nauczki. Jak chodzę na obchód, to aż czasem przykro popatrzeć. Ktoś ostatnio zrobił sobie boisko z polany, gdzie rosły kanie. Po co?

Pan Grzegorz nie krył żalu i złości. Powiedział też, że to raczej nie zawsze wynika ze złośliwości, ale często także z niewiedzy. Grzyby, nawet te niejadalne, czy trujące dla człowieka są pokarmem dla innych organizmów. Niszczenie dorosłych osobników przyczynia się także do niszczenia grzybni, przez co z roku na rok w danych miejscach występuje mniej okazów. 

Innym błędem, na który z kolei wskazał pan Józef, zapalony mykofil z niemal pięćdziesięcioletnim doświadczeniem jest to, że ludzie po prostu nie umieją zbierać grzybów. Powiedział, że jego zdaniem nie ma sensu zabierać starych, miękkich i wyraźnie "doświadczonych losem" okazów, bo i tak najczęściej bywają robaczywe i po zerwaniu już do niczego się nie nadają. Takie grzyby warto zostawić, by rozsiały całość zarodników. Pan Józef poleca także wszystkim grzybiarzom, by przed wyrwaniem grzyba ze ściółki, postukali w jego kapelusz.

Inną rzeczą, którą zauważył u innych pan Józef, było to, że grzybiarze wjeżdżają do lasu autami, nawet w te miejsca, gdzie obowiązuje zakaz. Bardzo ubolewa także nad masową wycinką drzew, ale na to niestety już nie mamy wpływu. Za to absolutny wpływ mamy na to, gdzie wkładamy zerwane grzyby. Niestety wciąż mnóstwo osób wkłada grzyby do foliowych i plastikowych toreb i siatek. Grzyby, które nie mają dostępu do powietrza "pocą się" - uwalniają wilgoć, z której pod wpływem temperatury uwalniają się toksyczne związki chemiczne - nie trudno wówczas o zatrucie, nawet po obróbce. 

Na tę rzecz prawie nikt nie zwraca uwagi

Podczas rozmowy z panem Grzegorzem i panem Józefem, obaj mężczyźni zwrócili także uwagę na rzecz, o której sama nawet bym nie pomyślała. Chodzi o wyprowadzanie psów do lasu bez smyczy. O ile zasadność tej rady jest oczywista (psy puszone w lesie samopas mają mnóstwo silnych bodźców i nierzadko są narażone na niebezpieczeństwo), to ona także nieświadomie niszczą grzybowiska zachęcone nieznanymi zapachami. Pamiętajmy, że dla naszych czworonogów wyjście do lasu to niesamowita frajda, ale zapewnijmy bezpieczeństwo im, ale także nieświadomie nie przyczyniajmy się do powstawania strat w leśnym ekosystemie. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA