Niektóre przysmaki nie powstają z kulinarnej rewolucji, ale z drobnego buntu przeciwko temu, co "zawsze robiło się tak samo". Faworki trydenckie są bez śmietany i bez mozolnego bicia wałkiem, a mimo to potrafią zachwycić nawet tych, którzy od lat wierni są klasycznym chruścikom. To słodkość, która pojawia się na stole niepostrzeżenie, a znika w zaskakującym tempie. Ich sekret tkwi w prostocie i lekkości, ale też w zupełnie innym podejściu do samego ciasta. Zamiast siłowania się z nim, chwila cierpliwości i odpoczynku w lodówce. Zamiast ciężkiej konsystencji, elastyczność i delikatność, które czuć już przy pierwszym wałkowaniu.
Już na etapie przygotowania widać, że to ciasto zachowuje się inaczej niż tradycyjne. Nie stawia oporu przy wyrabianiu, szybko robi się gładkie i elastyczne, a przy tym nie wymaga długiego napowietrzania ani uderzania wałkiem. Pod palcami jest miękkie, przyjemne w dotyku i od razu daje sygnał, że będzie się z nim dobrze pracowało. Po usmażeniu nie dominuje w nim tłuszcz, a chrupkość jest czysta i lekka, bez uczucia ciężkości.
Składniki (na ok. 40–50 sztuk):
Zamiana śmietany na mleko sprawia, że całość nabiera zupełnie innego charakteru. Smak staje się delikatniejszy, neutralny i pozbawiony kwaśnej nuty, która dla wielu osób bywa zbyt intensywna w klasycznych chruścikach. Napój łatwo łączy się z pozostałymi składnikami i pozwala uzyskać jednolitą masę bez długiego wyrabiania. Dzięki temu ciasto po usmażeniu jest kruche, ale nie suche, lekkie, ale wciąż wyraźnie chrupiące.
Sposób przygotowania:
Odpoczynek ciasta w lodówce naprawdę ma znaczenie i nie jest tu żadnym kulinarnym kaprysem. Schłodzone uspokaja gluten, dzięki czemu nie kurczy się przy wałkowaniu i pozwala rozprowadzić je bardzo cienko, bez ciągłego podsypywania mąką. To z kolei bezpośrednio przekłada się na delikatność gotowych faworków. Równie ważny jest sam kształt, proste prostokąty z nacięciem w środku nie tylko oszczędzają czas, lecz także po usmażeniu tworzą lekkie, nieregularne formy, które wyglądają apetycznie i nowocześnie. Kluczowy moment przychodzi przy smażeniu: tłuszcz musi być dobrze rozgrzany, ale nie może dymić, bo tylko wtedy faworki szybko wypływają na powierzchnię i nie chłoną nadmiaru oleju. Po usmażeniu najlepiej podać je klasycznie, z cukrem pudrem, ewentualnie z dodatkiem cukru waniliowego, który delikatnie podkręca smak.