Przetestowałam menu świąteczne restauracji Magdy Gessler. Za pięć pierogów 51 zł, ale śledzie...

Kierowana ciekawością i apetytem na świąteczne potrawy postanowiłam przetestować wigilijne klasyki z menu świątecznego restauracji "U Fukiera". Zamówiłam barszcz, pierogi, bigos oraz śledzika po kaszubsku. Jak mi smakowało, ile to wszystko kosztowało i czy był mi potrzebny lek na niestrawność i gorzka herbata? Przekonajcie się.

Więcej ciekawostek znajdziesz na naszej stronie głównej Gazeta.pl

Ach, te święta. Już czuję ten zapach igliwia, pyrkającego barszczu i pysznych pierogów. Czuję go teraz, a w swojej wyobraźni jestem w kuchni mojej mamy. Bardzo tęskniłam za takimi doświadczeniami zmysłowymi, dlatego postanowiłam zamówić klasyki wigilijne z restauracji "U Fukiera", której właścicielką jest nie kto inny, jak blond królowa polskich kulinariów - Magda Gessler. Zamówienie przyszło na czas, było pięknie zapakowane, a mi aż ślinka ciekła. Nie powiem - cieszyłam się jak dziecko. Jednak moja dziecięca radość szybko prysnęła. 

Przetestowałam menu świąteczne Magdy Gessler. Ojć

Zamówiłam cztery potrawy. Oczywiście klasyki, które uwielbiam - barszczyk czerwony, pierogi z kapustą i grzybami, bigos oraz śledzia po kaszubsku. Nie ukrywam - miałam wielkie oczekiwania względem tych potraw, tym bardziej że mam już od wielu lat ugruntowane smaki, a przecież każdy chwali jakość i smak potraw z restauracji Magdy Gessler.

Zobacz wideo

Na pierwszy rzut poszedł barszcz czerwony. Oczywiście Wigilia w prawie każdym polskim domu zaczyna się od barszczu, dlatego właśnie od niego zaczęłam. Na samym początku zastanowił mnie kolor - barszcz był niemal krwistoczerwony, a nie burgundowy - do takiego koloru przywykłam. Spróbowałam i.... nie byłam pewna, czy to barszcz, czy woda po barszczu. Był słodki, nie był przyprawiony, nie czułam zakwasu, nie czułam czosnku, zero majeranku, zero pieprzu. Jeśli miałabym być szczera - barszcz instant wypada dużo lepiej i korzystniej cenowo, bowiem za słoik barszczu (który nie stał nawet koło barszczu mojej babci) zapłaciłam 65 zł. 

Nie chciałam się zrażać po pierwszej potrawie, dlatego następnie wzięłam się za pierogi. W opakowaniu było ich całe pięć. Na pierwszy rzut oka nie wyglądały zachęcająco - ciasto było pomarszczone, ale nie wygląd, a smak się liczy. Odgrzałam je i wzięłam do ust. Cóż mogę rzec - nie były to pierogi z kapustą i grzybami, a z grzybami i kapustą. Farszu było dużo, było mnóstwo zmielonych grzybów i ogólnie danie było smaczne, jednak dla mnie farsz był za mało pieprzny, ale to już kwestia indywidualnych upodobań. Fakt jednak jest taki, że specjalnie na te pierogi do Fukiera bym nie przyszła, nawet gdybym dostała podwyżkę. Pięć pierogów to "jedynie" 51 zł. Co to jest...

Córka stolarza i przyciąganie

Kolejną postawą był bigos i naprawdę miałam wielkie nadzieje. Wyglądał pięknie i nazywał się "na bogato". Był ciemny, bo na winie, miał mnóstwo mięsa i grzybów i coś, o czym chciałabym zapomnieć. Smakował dobrze, moim zdaniem był za mało kwaśny, można było dodać więcej soli i zdecydowanie nie dodawać drewna. Tak, podczas jedzenia bigosu wyciągnęłam z ust kawałek zapałki lub innego drewienka - najpewniej od kiełbasy. Słaba sytuacja, fakt, ale jestem córką stolarza, także takie rzeczy do mnie ciągną. Bigos był smaczny. Nie był tani, ale cóż - jak ktoś lubi jeść drewniany bigos, to musi zapłacić jedynie 84 zł. Jacyś chętni?

Śledzik. I kropka, bo nie wiem, co napisać

Okej, nie chciałam się zrażać, chociaż ten bigos chciał ewidentnie na mnie zapolować. Nieważne - wypadki przy pracy się zdarzają. Jednak jako osoba, która kocha śledzie pod każdą postacią, miałam nadzieję, że w końcu się najem. Odkręcam słoik, wyciągam - jednego śledzia, tzn. jeden filet śledziowy oblepiony czymś w rodzaju passaty pomidorowej (wszak to przecież śledź po kaszubsku) i zabieram się do jedzenia. Nie muszę wiele mówić, zobaczcie moją minę..., ona nie kłamie. Nie. Po prostu nie. Słony, niedobry, włóknisty i chyba niedopieszczony. Koleżanka chciała spróbować - szybko pożałowała. Ja także pożałowałam tych 53 zł. O-KROP-NOŚĆ. Kawałek dziwnego w strukturze mięsa w passacie pomidorowej - mogę uważać, że z kartonu, do tego dwa smutne ogóreczki i soli tyle, że Morze Martwe się może zawstydzić. Ale chyba nie ono powinno. Właśnie zabieram się za robienie własnych potraw świątecznych. Przynajmniej barszcz nie będzie słodki...

Gwoli podsumowania

Catering wielkanocny Magdy Gessler wypadł dużo lepiej. Jednak nie ma tego złego - każdy przecież ma inny smak i inny gust. Niektórym może smakować słodki barszcz lub bigos, ale przecież barszcz można doprawić i podać z uszkami, bigos można także doprawić wedle gustu i patrzeć na to, co jest na widelcu. Śledzi chyba jednak nic nie uratuje. Za całość zapłaciłam 278 zł z dostawą.

Nie dałam rady dojeść wszystkiego, jednak w redakcji podzieliliśmy się potrawami. Kilka osób miało obiad, a nic się nie zmarnowało.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.