Poszłam do gruzińskiej restauracji po "Kuchennych rewolucjach". Oderwałam kawałek chaczapuri i... zdziwiłam się

Ostatnio wybrałam się do gruzińskiej restauracji Gaumarjos, która dziesięć lat temu przeszła kuchenne rewolucje pod czujnym okiem i żelazną ręką Magdy Gessler. Restauratorka określiła to miejsce mianem jednej z najlepszych gruzińskich restauracji, a ja, kierowana ciekawością i miłością do tej kuchni, postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie jest tak dobrze. Nie mogę mówić o rozczarowaniu, ale jedna rzecz mi trochę nie pasowała.

Więcej ciekawostek kulinarnych znajdziesz na naszej stronie głównej Gazeta.pl

 

Gaumarjos to gruzińska restauracja i winiarnia, którą prowadzą Gruzini - David i Liana Gamtsemlidze. Lokal znajduje się na warszawskim Ursynowie i położony jest na parterze bloku mieszkalnego. Gości zachęca ledowy napis nad drzwiami wejściowymi: "Wina mołdawskie restauracja gruzińska GAUMARJOS". Z zewnątrz przypomina to raczej bar niż restaurację, ale to wrażenie mija, gdy przekroczy się próg lokalu. 

Tam odbyła się jedna z najbardziej udanych kuchennych rewolucji. Jak było w Gaumarjos? 

Lokal wydaje się niewielki i kameralny, mimo że ma dwa piętra. Już od wejścia dało się poczuć ciepłą, niemal rodzinną atmosferę i niepowtarzalny klimat. W środku unosił się piękny zapach, pachniało świeżymi ziołami i przyprawami, a nie smażeniną, jak często bywa w innych lokalach. Na ścianach było mnóstwo zdjęć z gruzińskimi krajobrazami, nie brakowało epokowych mebli - w szczególności moją uwagę zwrócił piękny, drewniany kredens. Na ścianach, oprócz zdjęć, wisiały wzorzyste dywany, a na krzesłach i kanapach leżały równie wzorzyste poduszki. 

Wizyta w Gaumarjos nie była moją pierwszą stycznością z kuchnią gruzińską. Już nie raz miałam przyjemność zajadać się specjałami tego kraju i ogólnie pojętej kuchni kaukaskiej. Byłam jednak wyjątkowo ciekawa ursynowskiej restauracji, o której wciąż jest głośno, nie tylko za sprawą "Kuchennych rewolucji", lecz także programów śniadaniowych, które gościły właścicielkę lokalu. Postanowiłam, że nie będę się ograniczać i zamówiłam z karty same klasyki. Zaczęłam od przystawki. 

Co jadłam w restauracji po rewolucjach Magdy Gessler? 

Na przystawkę wybrałam roladkę z grillowanego bakłażana z musem z orzechów włoskich z gruzińskimi przyprawami. Roladka była bardzo ładnie podana i udekorowana nasionami granatu i posiekaną kolendrą. Zdziwił mnie już pierwszy kęs, ponieważ roladka była podawana na zimno - w innych restauracjach gruzińskich roladki z bakłażana zawsze serwowane były na ciepło. Były smaczne, jednak lekko gorzkie, najpewniej za sprawą orzechów, jednak kolendra nadawała potrawie świeżości i lekkości, więc ta goryczka została przełamana. 

Roladka z bakłażana z musem z orzechów włoskichRoladka z bakłażana z musem z orzechów włoskich Fot. Redakcja

Kolejnym daniem była tradycyjna zupa gruzińska - characzo. To gęsta, bardzo aromatyczna zupa z wołowiny i pomidorów, podawana z makronem w kształcie ryżu, z dużą ilością gruzińskich przypraw (ja wyczuwałam także pieczoną paprykę). Była naprawdę smaczna i bardzo sycąca, wołowina niemal rozpadała się na łyżce - była tak delikatna, że nie trzeba było nawet jej przeżuwać. Jednak jeśli planujecie większe zamówienie w tej restauracji, zamówcie tę zupę na dwoje - ja tak zrobiłam, ponieważ nie dałabym rady sama zjeść całej porcji. 

Gruzińska zupa characzo z wołowinąGruzińska zupa characzo z wołowiną Fot. Redakcja

Po gorącej zupie przyszedł czas na klasyki kuchni gruzińskiej i zarazem jedne z moich ukochanych potraw, czyli chinkali oraz chaczapuri po adżarsku. W karcie do wyboru były chinkali z serem gruzińskim oraz z mięsem. Wybrałam te drugie, ponieważ byłam ciekawa, czy faktycznie są tak pyszne i pełne bulionu, jak zachwalała Magda Gessler. Warto wspomnieć, że dobre chinkali można poznać właśnie po tym, że po ugryzieniu wypływa dużo esencjonalnego płynu. Nie zawiodłam się. Ciasto na chinkali wprawdzie mogło być bardziej słone, ale bulion był aromatyczny i było go naprawdę dużo. Z kolei mięso wieprzowe było perfekcyjnie doprawione. Było delikatnie pikantne, dało się wyczuć kolendrę i inne przyprawy. Na całe szczęście podczas jedzenia chinkali nie zalałam się bulionem i to był mój pierwszy raz, kiedy wyszłam z restauracji bez plamy na ubraniu. 

Zobacz wideo Chaczapuri - gruzińska pizza w kształcie oka

Chinkali z mięsemChinkali z mięsem Fot. Redakcja

Kiedy zaserwowano nam chaczapuri po adżarsku (które restauracja wydaje jedynie w weekendy), od razu uderzył mnie piękny zapach ciasta i gorącego sera. Uwielbiam wszystko, co pieczone i tłuste, a jeśli chodzi o chaczapuri, to mogłabym jeść to danie non stop. Kiedy tylko talerz z gorącym plackiem znalazł się przede mną, nie wahając się, oderwałam jeden z końców placka (chaczapuri po adżarsku kształtem przypomina pękatą łódeczkę). Nie zdążyłam nawet dokładnie przyjrzeć się potrawie i pełna nadziei na ekstazę ze smaku, zanurzyłam kawałek ciasta w serze i płynnym żółtku i... trochę się zdziwiłam. Chaczapuri po adżarsku serwuje się z wpół surowym żółtkiem, czasami również z całym jajkiem, gdzie białko jest delikatnie ścięte, ale żółtko wciąż płynne. W tym przypadku białko było surowe i mówiąc szczerze, odrobinę mi to nie pasowało. Surowe białko nieestetycznie spływało z kawałków ciasta zanurzanych w nadzieniu chaczapuri, ale to w zasadzie jedyna wada tego dania. Ser był fantastyczny - lekko słony, ale nie przytłaczający, ciasto z kolei delikatne i puszyste. Jednak tutaj także warto zaznaczyć, że to danie jest naprawdę sycące - spokojnie można się najeść już jedną porcją. 

Chaczapuri po adżarskuChaczapuri po adżarsku Fot. Redakcja

Na koniec zamówiliśmy coś, co dla mnie było prawdziwą podróżą do świata nieznanych smaków. Wprawdzie ani smak jagnięciny nie jest mi obcy, ani duszone warzywa nie stanowią dla mnie żadnej nowości, ale potrawa o nazwie czanachi była dla mnie czymś więcej niż zwykłym gulaszem z warzyw i mięsa. Mój towarzysz stwierdził, że to "ot, takie leczo z jagnięciną". Absolutnie się pod tym nie podpiszę. Kawałki mięsa były duże i tak delikatne, że same rozpadały się pod naciskiem widelca. Warzywa, czyli bakłażan, papryka, ziemniaki, pomidory oraz cebula, również były pokrojone w duże kawałki, dzięki czemu idealnie dawało się wyczuć smak poszczególnych składników. Danie było idealnie doprawione, fakt, było delikatnie pikantne, jednak spora ilość kolendry łagodziła smak. 

Jagnięcina z duszonymi warzywamiJagnięcina z duszonymi warzywami Fot. Redakcja

Paragon mnie zszokował

Z restauracji Gaumarjos wyszłam najedzona i szczęśliwa. Moje wyjątkowe uwielbienie kuchni gruzińskiej znalazło swoje ujście w tym miejscu i gdyby nie surowe białko w chaczapuri, byłoby naprawdę idealnie. Porcje były stosowne, a jeśli chodzi o cenę, cóż - gdy dostałam rachunek, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Z karty zamówiliśmy sporo, dania oczywiście nie należały tanich, dodatkowo do obiadu zaserwowano nam domowe gruzińskie wino. Spodziewaliśmy się dużo wyższego rachunku, a zapłaciliśmy 242 zł. Uważam, że to nie jest wygórowana kwota jak na warszawskie ceny i przede wszystkim jakość produktów, z których powstawały dania. Każde (no prawie) z nich było dopracowane, a szef kuchni naprawdę dołożył starań, by smak potraw wychodzących spod jego ręki przenosił gości na wzgórza obok Tbilisi.

Czy Magda Gessler miała rację, gdy określiła to miejsce mianem jednej z najlepszych gruzińskich restauracji? Z mojego doświadczenia mogę jak najbardziej powiedzieć, że tak - to jedna z najlepszych gruzińskich restauracji, w których miałam okazję zjeść. Jednak miejsc z kuchnią kaukaską i gruzińską jest przecież wiele - na pewno sprawdzę jeszcze niejedną z nich i na pewno wybiorę się jeszcze do innych restauracji, które przeszły - z różnym skutkiem - "Kuchenne rewolucje". 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.