Zobaczyła paragon za smażoną rybę i dokonała szybkich kalkulacji. "Gdybym nie zarabiała w euro..."

Turystka wybrała się do restauracji nad Morzem Bałtyckim, gdzie postanowiła skosztować smażonej ryby. Widok ceny za obiad ją jednak zaskoczył. "Nic dziwnego, że Polacy na wakacje wyjeżdżają za granicę" - napisała w liście do portalu o2.pl.

Wyjazd nad rodzime morze zwykle wiąże się z wysokimi kosztami zakwaterowania, atrakcji, a także wyżywienia. Na to ostatnie turyści z Polski skarżą się od lat. Po sieci krąży mnóstwo tzw. paragonów grozy ukazujących ceny w nadbałtyckich kurortach. Ile w tym roku zapłacimy za porcję smażonej ryby? Okazuje się, że całkiem sporo.

Zobacz wideo Smażona ryba - przywołaj nadbałtyckie wspomnienia

Pojechała nad Bałtyk i zamówiła smażoną rybę. Na widok paragonu oniemiała

Pewna turystka postanowiła podzielić się z mediami historią wizyty w Gdańsku. Wybrała się na obiad do jednej z restauracji, gdzie zamówiła smażonego dorsza w panierce, frytki, surówkę oraz piwo. Za wszystko zapłaciła 74 zł, z czego 55 zł stanowił koszt dania, a 19 zł - napoju.

Gdybym nie zarabiała w euro, w życiu nie zdecydowałabym się na posiłek w restauracji nad Bałtykiem. Nic dziwnego, że Polacy na wakacje wyjeżdżają za granicę. Kogo stać na pełen relaks w tym kraju?

- pyta zbulwersowana urlopowiczka na łamach portalu o2.pl.

Ubodła ją nie tylko wygórowana - choć obecnie nad morzem dość standardowa - cena, lecz także jakość serwowanego posiłku. "Frytki suche, ryba średnia" - skomentowała.

Obsługa w nadmorskich kurortach. "Mogłabym wyjść i nikt by nie zauważył"

W opinii wczasowiczki sporo do życzenia pozostawiała również obsługa lokalu. Kelnerzy mieli zupełnie nie interesować się klientami i nie skupiać się na obowiązkach. "Mogłabym wyjść i nikt by nie zauważył. Są zajęci plotkowaniem" - stwierdziła i dodała, że kelner, który był przydzielony do jej stolika, w pewnym momencie zabrał talerz, ale zostawił szklankę po piwie. "Gdzie tu logika? Inny stolik sprzątał na trzy razy" - czytamy w jej liście. 

Ceny nad morzem od lat utrzymują się na dość wysokim poziomie, do czego większość przyjezdnych już się przyzwyczaiła. Paragony grozy nie wywołują już takiego szoku, co kiedyś, jednak w dalszym ciągu potrafią nieźle namieszać w wakacyjnym budżecie. Podobne sytuacje zdarzają się nie tylko nad Bałtykiem, lecz także w górach i w innych atrakcyjnych turystycznie miejscach w kraju oraz za granicą.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.