"Zawieszają" paragony, by pomóc potrzebującym. "Bieda to nie brak pieniędzy, a zamknięte serca"

"Zawieszony paragon" to akcja, która powstała z inicjatywy właściciela jednego z warszawskich barów. Pan Grzegorz pomaga potrzebującym w dość nietypowy sposób - mogą oni przyjść do lokalu i zjeść ciepły posiłek kupiony przez inną osobę.

Pan Grzegorz Jędrzejczak to właściciel baru na warszawskim Mokotowie, w którym można pomóc potrzebującym pozostawiając tzw. zawieszony paragon. Akcja trwa już od kilku miesięcy i cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W lokalu prowadzona jest też pomoc materialna.

Zobacz wideo Czy słodycze rzeczywiście są tak złe? Dietetyczki rozwiewają wszelkie wątpliwości

Nie tylko obiady. W barze "Do Syta" pomaga się na wiele sposobów

Akcja "zawieszony paragon" polega na możliwości wykupienia obiadu dla osoby potrzebującej. Taki paragon zostaje umieszczany w barze i udostępniany tym, którzy potrzebują ciepłego posiłku. Jak to się zaczęło? Bar odwiedziła kilka miesięcy temu pani, która nie miała czym zapłacić za jedzenie. Pan Grzegorz bez zastanowienia wydał jej posiłek. Po tym zdarzeniu skrzyknął się z przyjaciółmi i rozpoczął sprzedaż zawieszonych obiadów. Co ciekawe, obiady dla potrzebujących można zawieszać też online przez stronę internetową. To nie wszystko. Pan Grzegorz poza obiadami organizuje też pomoc w celu zapewnienia potrzebującym podstawowych produktów takich jak chleb, leki, a nawet ubrania.

Po "zawieszone obiady" przychodzą też emeryci

Jak przyznaje właściciel lokalu, bar "Do Syta" pomaga nie tylko osobom bezdomnym, ale też emerytom i ludziom, którym brakuje środków do życia. Ostatnio właściciel baru podarował wózek na zakupy starszemu panu, który takiego potrzebował. Ten, którego używał do tej pory miał za małe kółka i ciężko mu było przenosić go po schodach. Zdjęcia z przekazania wózka zamieścił na Twitterze.

Bar udało się odwiedzić także jednej z naszych redaktorek, która podzieliła się swoimi spostrzeżeniami:

Historie, które przybliżył mi pan Grzegorz, otwierają oczy i skłaniają do refleksji. Bieda to nie brak pieniędzy, a zamknięte serca. Dzięki ludziom takim, jak załoga baru "Do syta", pojawia się nadzieja i nieśmiało rodzi się pewność, że nie potrzeba skrzydeł, żeby być uznanym za anioła.

Więcej podobnych artykułów znajdziecie na Gazeta.pl

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.